Upiór w ruderze – Andrzej Pilipiuk – a dokładniej trzy upiorzyce

Uwaga! Wpis może zdradzać fabułę!

Gdy zauważyłam w księgarni Upiora w ruderze to, oczarowana Cyklem z wampirem, musiałam go mieć i przeczytać. Do tego ta zajawka na okładce książki – trzy niezbyt rozgarnięte dziewoje i zdobyczna armata pradziadunia, pałac na potrzeby pokuty przerobiony na Straszny Dwór – no po przeczytaniu tego nie było odwrotu.


Upiór w ruderze to jak na Pilipiuka przystało zbiorek opowiadań umiejscowionych na przestrzeni lat 1812 – 2047. Zaczynamy prologiem (1812), w którym poznajemy rzeczone trzy dziewoje – hrabiankę Lukrecję Liszkowską, kuzynkę Kornelię Liszkowską oraz ich służącą – Marcysię. Już tu dostajemy też pradziaduniową armatę i konsekwencje zabawy nią. Panienki za swoje mniejsze i większe grzeszki zostają skazane na 500 lat czyścca w formie aresztu domowego, a więc wracają do pałacu Liszkowskich straszyć. Na tym etapie zapowiada się kolejna świetna, pełna humoru książka Pilipiuka. No to szybko czytamy kolejne opowiadanka!
Układ i rok 1943 – w Liszkowie i okolicach panoszą się naziści, ale dogadują się z miejscowym oddziałem partyzantów AK. Martwi, sfabrykowani sowieci zadowalają obie strony. Gdy przydział dostaje nowy esessman, straszny służbista, szybko podpada lokalnym. No coż trzeba zlikwidować. I pewnie myślicie „chwila, chwila, to miała być historia z upiorami”, no właśnie…. Nasze trzy panienki pojawiają się tylko przelotem w zmiankach innych, że w pałacu straszy. Dopiero gdy partyzanci wyruszają na misję do pałacu pojawiają się i pomagają, ale względem całego opowiadania są postaciami wręcz epizodycznymi.
Bohater na miarę epoki – rok 1944 i okupacja sowietów. Nie będę się zbytnio rozpisywać o fabule. Dość powiedzieć, że wprowadzali swoje porządki i dorobili historię bohatera złodziejowi z poprzedniego opowiadania. Tu na całe szczęście upiorów dostajemy ciut więcej – same pozbyły się kwaterującego w pałacu majora i podpowiedziały gdzie szukać więźnia, ale wciąż jest to zaledwie epizod.
PGR – rok 1952. Towarzysz Kociuba dostaje zadanie założenia PGRu w pałacu. Panienki tym razem są zdecydowanie bardziej aktywne i próbują straszyć młokosa koszmarami, a gdy to nie wystarcza biorą sprawy w swoje niematerialne ręce. Szkoda tylko, że opowiadanie nudzi przez cały ten komunistyczny bełkot.
Straszny dwór – 1974 – magister Rosół ma założyć muzeum poświęcone „Bohaterowi na miarę epoki” – tutaj upiory to niemal tylko echo – mało kreatywnie starały się pozbyć intruza.
Plener – 1985 – króciutkie i wybitne opowiadanko. Dokładnie takie, jakiego oczekiwałam po zajawce z okładki. Marcysia jest główną bohaterką i komicznie pozbywa się kolejnego intruza w domu.
Koncert – 1993 – tutaj nie ma nic o duchach, jedynie próba naprostowania historii.
Epilog – 2047- kosmici podbili Ziemię, a bełkot ideologiczny i rasowy w opowiadaniu jest aż uciażliwy. Do ostatniego akapitu nic o dziewczynach.

Podsumowując, zawiodłam się na Upiorze w ruderze. Nijak się miał do moich oczekiwań. Momentami całe te polityczne gatki sprawiały, że miałam ochotę odłożyć książkę i o niej zapomnieć. Rozumiem, że ma to budować tło, ale to już przesada. Został tu zmarnowany potencjał – Lukrecja, Kornelia i Marcysia powinny błyszczeć w opowiadaniach. Chciałabym widzieć więcej ich wzajemnych relacji – dialogów i działań. Trochę też liczyłam, że w jakiś sposób odpokutują swój wyrok lub przeciwnie, powiększą go i w epilogu zobaczymy kolejny sąd.
Z dotychczas przeczytanych przeze nie dzieł Pilipiuka Upiór w ruderze był najsłabszy. A może miałam za wysokie oczekiwania…. Raczej nie będę polecać tej książki.

Moja ocena: 5/10

Dodaj komentarz