Od książki o wampirach zaczęła sie moja przygoda z czytaniem. W gimnazjum koleżanka podsunęła mi będący wtedy na topie Zmierzch (tak jestem już tak stara!) i nagle zrozumiałam, że czytanie nie musi być nudne. Krwiopijcy początkowo często przewijali się w powieściach po które sięgałam, ale mam wrażenie, że już wieki nie czytałam o wampirach. Na instagramowym profilu Wydawnictwa Jaguar wyczaiłam, że niedługo ma premierę VAMPS Świeża Krew i stwierdziłam, że z przyjemnością po nią sięgnę. Choć miałam pewne obawy, ale o tym za chwilę.

VAMPS to elitarna akademia dla wampirów, która w ciągu 3 lat nauki pozwala młodym krwiopijcom opanować swoje pragnienia i żądze oraz rozwinąć umiejętności – latania, walki, umysłowe i wiele innych. Ten rok jest wyjątkowy – po raz pierwszy w historii szkoły został do niej przyjęty dampir – syn człowieka i wampirzycy. O jego matce, wiemy tylko tyle, że pochodzi z potężnej rodziny i by zapewnić synowi bezpieczeństwo musiała go zostawić. Dillona w grupie wyróżnia również fakt, że w przeciwieństwie do reszty uczniów, nie ma potężnych koneksji i góry pieniędzy. Chłopak dopiero w szkole przebudza swoją wampiryczną stronę i jego krew okazuje sie kryć w sobie niezwykłą moc.
Wspomniałam o pewnych obawach odnośnie książki – elitarna akademia dla wampirów i dampir – od razu gdzieś z tyłu głowy zaświeciła mi się czerwona ostrzegawcza lampka. W liceum czytałam Akademię Wampirów Richelle Mead i bałam się, że może być bardzo podobna (od razu tu dodam, że zainteresowanym polecam książki, nie te wątpliwej jakości filmy). Całe szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. VAMPS jest bardzo nowoczesną szkołą ze wszystkimi nowinkami technicznymi itd. Do tego dampir w tym świecie jest rzadkością.
VAMPS Świeża krew jest trochę przewidywalna – od niekórych wydarzeń po drodze po tożsamość matki Dillona. Mnie w czytaniu napędzała ciekawość, czy mam rację. I miałam. Szkoda, bo lubię być zaskakiwana przez powieści. Bohaterami są w dużej mierze napaleni osiemnastolatkowie, których świat pozwala na wszystko. Trzeba jednak przyznać, że nie brak im ambicji, czy to własnej czy przelanej na nich przez rodziców. Powiedziałabym, że jest to przyjemna do czytania historia, ale bez wielkiego WOW, przynajmniej dla mnie. Ksiażka jest dobra, ale nie powala.
Moja ocena 6/10
P.S. To już kolejna książka na która się skusiałam przez posiadanie konta na instagramie – mój portfel nie jest szczęśliwy.
