Klątwa Bogów. Oszustwo – Jaymin Eve i Jane Washington – już dawno się tak przy książce nie uśmiałam

„Klątwę Bogów. Oszustwo” złapałam do czytania w pochmurną niedzielę, dzień który sprawia, że człowiekowi nic się nie chce, nawet czytać. „Mesjasz Diuny”, którego miałam zaczętego dzień wcześniej, solidnie zmęczył mi mózg już po pierwszym rozdziale, więc tym razem chciałam coś lekkiego i szybkiego. A „Oszustwo” aż do mnie wołało z półki. I och, nie zawiodłam się!

Willa jest niezwykle niezdarną i pechową ziemianką w świecie, w którym ludzie są jak robaki. Rasą dominującą są niesamowici sol, istoty, które po śmierci mogą zostać bogami. Co roku z każdej wioski dwoje najlepszych ziemian zostaje wybranych do służby w Bożylesie – akademii dla najbardziej utalentowanych sol. Willa w swojej klątwie pecha zostaje tam wysłana. Co może pójść źle gdy zostanie przypisana na służbę do pięciu braci – najpotężnieszych w całej akademii z mocami odpowiadającymi ich przydomkom – Oszustwu, Perswazji, Uwodzeniu, Sile i Bólow?

Zacznijmy od razu od tego, że to nie jest literarura piękna, a zwyczajne guilty pleasure. To teraz jak już wiemy z jaką książką mamy do czynienia przejdźmy do moich wrażeń.

Zaraz na pierwszej stronie uderzył mnie prostacki i wulgarny język i w tym momencie myślałam, że chyba jednak nie przebrnę przez tą książkę, ale odsunęłam nieprzyjemne wrażenie na bok i czytałam dalej. Już po kilku następnych stronach dosłownie wyłam ze śmiechu. Fatum Willi sprawia, że potyka się na równej drodze, ściaga na siebie wszystkie niezbepieczeństwa, nic nie umie zrobić, jest impulsywna i wręcz naiwna. Żyje dzięki swej przyjaciółce Emmy, która jest jej całkowitym przeciwieństwem. Język szybko przestaje razić, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że stanowi on część postaci. Myśli głownej bohaterki są mocno przerysowane, ale dzięki temu jeszcze zabawniejsze. No i że to jest guilty pleasure, nie może zabraknąć niezwykle aktrakcyjnych, czarujących i potężnych kolesi. Z trudem tłumionemu seksualnemu napięciu nie pomaga fakt, że dziewczyna niemal regularnie kończy w jakimś stopniu negliżu. (SPOILER! Aż serce peka jak zawieraja pakt, by traktować ją jak bratodziewczynę). Fabuła? No jest jakaś tam, ale odniosłam wrażenie, że tylko po to by coś napędzało relacje między naszą szóstką. Może w kolejnych częściach się bardziej rozwinie, choć już czytając pierwszą część umysł mi podsuwał w którą stronę zmierza ta historia, za kilka tomów zobaczę czy miałam rację. I choć powiedzmy, że jestem w stanie przewidzieć wydarzenia ani trochę mi to nie przeszkadza.

„Klątwa Bogów. Oszustwo” dostarczyła mi masę śmiechu. Musiałam robić przerwy w czytaniu, by sie uspokoić i otrzeć łzy, a w tych kilku momentach, gdy musiałam odłożyć książkę, by zająć się domowymi obowiązkami uśmiech nie schodził mi z twarzy – to jest nawet lepsza powieśc niż liczyłam na ponury i smętny dzień. Od razu może też zaznaczę, że nie każdy może sie przy niej tak ubawić, zależy od typu humoru, ale mnie śmieszy niezdarność bohaterki (pewnie przez to, że też jestem niezdarą, choć nie aż tak!) i jej reakcja na braci. A o tym jak bardzo mi sie podobała niech świadczy fakt, że pochłonęłam ją w jeden dzeń pomimo dzieci w domu!

Moja ocena 10/10 – za radość, którą mi sprawiła, pomimo pewnych niedociagnięć.

Dodaj komentarz