Po przeczytaniu pierwszej części – „Mrok we krwi” nie od razu miałam ochotę złapać kolejny tom i kontynuować historię. Widziałam w niej potencjał, ale nie czułam potrzeby kontynuacji. Do serii wróciłam w ramach przerwy od „Klątwy bogów”.

W tej części Winea (Skra) nawiązuje kontakt z mieszkańcami Amadal i zaczyna badać aktualna sytuację na Starym Kontynencie w ramach zleconej jej przez Najstarszego misji. Szybko jednak sprawy się komplikują. Tymczasem Noran kontynuuje swoją podróż i przygotowuje się do egzekucji wyroku na doradcy króla północy.
Akcja „Czempiona Semaela” jest zdecydowanie bardziej wciagająca w porównaniu z pierwsza częścią. Niestety dalej nie lubię Norana – jest teoretycznie mroczną postacią, ze skazą ciemności, ale jego postawa jest dokładnym przeciwieństwem – cliché. Jest jeszcze jedna rzecz, która przyprawia mnie o nerwicę – powody rzucia tego zielska przez Leśnego miały być chyba elementem humorystycznym, ale po n-tym powtórzeniu schematu zaczęły mnie wybitnie drażnić.
Moja ocena 7/10
