„Sploty przeznaczenia” stanowi finał Trylogii Mitrys” i, chciałoby się powiedzieć, że jest zamknięciem historii Skry i Norana, ale tak nie jest. Mroczny mag prowadzi na Elise swoją wojenną rozgrywkę przeciw królowi południa oraz Darzanom. Tymczasem na Amadal Winea, jako ostatnia z błogosławionych, staje na czele rebeli w walce przeciw armiom Semaela pod wodzą Norana.

Spodziewałam się porządnego, satysfakcjonującego zakończenia, a zamiast tego dostałam wstęp do kolejnej historii. „Trylogia Mitrys” wydaje sie być tylko pierwszym krokiem do czegoś większego – stąd pewnie też „Kroniki Dwuświata”. Autor prowadzi nas przez wydarzenia skacząc od jednego do drugiego punktu, przez co całość sprawia wrażenie, że jest zarysem, streszczeniem większej powieści. Brakuje mi części gdzie postacie mają czas się dostosować do wydarzeń, których byli świadkami lub uczestnikami – zmiast tego, hop, kolejne wydarzenie. Bohaterowie są zbyt wyidealizowani i zamrożeni – nie rozwijają się stawiani przed nowymi wyzwaniami. Zbiór ich cech jaki poznajemy na samym początku pozostaje niezmienny. Z jednej strony fajnie, że trzymają się swoich przekonań, ale tu moim zdaniem wyczuwalna jest wręcz sztywność tych postaci.
Historia tematycznie bardzo fajna, ale strasznie okrojona. Całe szczęście da się przy niej dobrze bawić jak przymkniemy oko na pewne (liczne) niedociągnięcia.
Moja ocena 7/10
