„Północna granica” otwiera pięknie wydaną przez Fabrykę Słów serię „Księga Całości” autostwa Polaka Feliksa W. Kresa. Mnie do serii przyciągnęła właśnie jej prezentacja. I wstyd się przyznać, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że autor jest Polakiem! Gdzieś w 2/3 powieści zaczęłam przeglądać ilustracje i na samym końcu trafiłam na zdjęcie i krótkie bio autora – „urodzony w Łodzi”. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Prawdę mówiąc nie wiedziałam o czym jest „Księga Całości” składając zamówienie – należę do tych książkomaniaków, którzy w równej mierze kupują oczami i sercem, a do tego od razu całe cykle jeśli tylko jest taka możliwość.
„Północna granica” wprowadza nas w świat dwóch potęg, ba! dwóch różnych nieb – Pasm Szerni oraz Wstęg Aleru. Aler zajmuje jedynie północny skrawek kontynentu, reszta należy do Szerni. Tytułowa północna granica oddziela je od siebie, ale jest ruchoma. Jest też miejscem gdzie dochodzi do starć pomiędzy rozumnymi swtorzeniami obu potęg.
Po przeczytaniu pierwszego tomu zajrzałam w internety by dowiedzieć się, czy „Księga Całości” jest ciągłą opowieścią czy nie. Okazuje się, że każdy z tomów stanowi osobną historię i przybliża kolejne kawałki świata.
Jeśli chodzi o pierwszy tom – „Północna granica” to jest on po prostu i tylko dobry. Nie nudzi, ale też nie porywa. Bohaterowie, którym można kibicować oraz intrygująca, choć krótka, historia. Zdecydowanie odnosi się wrażenie, że jest to tylko wstęp do czegoś większego – drobne przedstawienie wielkiego uniwersum. Podoba mi się pomysł na świat, wiec zdecydowanie sprawdzę co jeszcze autor wymyślił i mam cichą nadzieję, że niektóre z postaci wrócą w kolejnych tomach.
Przydałoby mi się też w końcu dowiedzieć jakie są umaszczenia koni oraz rodzaje broni białej, bo jeśli nie ma opisu to mój mózg generuje uniwersalny obraz jednoręcznego miecza.
Moja ocena 6/10
