Wiedźmy z Dechowic – Piotr Jedliński

Cykl „Wiedźmy z Dechowic” Piotra Jedlińskiego od wydawnictwa Initium na który składają się dwie książki – „Wiedźmy z Dechowic. Opowieść o plagach, czarołowczych i sabatach” oraz „Wiedźmy z Dechowic i Liga Niezwykłych Dżentelmagów” kusił mnie okładkami oraz potencjalna tematyką. Niemniej zgodnie z moim ostatnim postanowieniem, żeby kupować fizycznie tylko te książki, które mnie oczarują również treścią, postanowiłam zapoznać się z dostępnymi audiobookami. I bardzo dobrze zrobiłam, bo na książkach się zawiodłam.

„Wiedźmy z Dechowic. Opowieść o plagach, czarołowczych i sabatach” to zbiorek opowiadanek o tytułowych wiedźmach – czterech staruszkach, na różnym etapie konserwacji – wiekiem i alkoholem. Swarliwe babuszki wraz ze swoją domową magią muszą się zmierzyć z polujacym na nie czarłowczym, plagą egipską oraz organizacją sabatu, po drodze zdobywając kilku sojuszników. Z kolei w drugiej części – -„Wiedźmy z Dechowic i Liga Niezwykłych Dżentelmagów” – nasze bohaterki w rozszerzonym składzie mierzą się z konsekwencjami zawirowań w magii powstałych przez magów.

Pierwsza część, utrzymana w lekkim tonie i z masą przerysowanych stereotypowych postaci jest przyjemna do słuchania, ale sama aranżacja jakoś szczególnie w pamięć nie zapada. Słuchając ciągle mi się po głowie tłukło – „podróba Wędrowycza!”. Dechowice nieźle oddają polską wieś, a przynajmniej taka mi znaną, z której pochodzą moi dziadkowie – każdy o każdym wszystko wie, plotki roznoszą sie w tempie błyskawicy, miejscowy sklep i kościół sa miejscami spotkań. Poza oczywiście pogaduszkami przez płot. Mam mieszane uczucia względem samej historii. Bohaterki co chwilę ładują sie w problemy, których źródłem niejednokrotnie są one same co jest ok, ale humor książki jakoś do mnie nie przemówił. Wraz z postępem historii miałam nadzieję, że się wciagnę, ale perypetie staruszek jakoś pozostawały dla mnie obojętne. Po zakończeniu pierwszego audiobooka wzięłam się za kolejną część – głównie z braku lepszego pomysłu. W „Wiedźmy z Dechowic i Liga Niezwykłych Dżentelmagów” moje zainteresowanie lecciało na łeb, na szyję. Jak jeszcze historia Elizy próbowała wykrzesać iskierkę zainteresowania tak magusowe wywody i filozofie ją stanowczo łumiły oraz przytłaczały swoją ilością. Nie mam w zwyczaju porzucać zaczętych książek, nawet jeśli je męczę, a co dopiero audiobooka, którego mogę sobie słuchać w trakcie wykonywania codziennych obowiązków, ale tu wymiękłam. Według Legimi przesłuchałam 69% (i tak długo wytrzymałam jeśli jesteście ciekawi) i miałam wrażenie, że im dłużej słucham tym bardziej mnie historia odrzuca. W pierwszej części trafiały sie fajne, absurdalne momenty, tu dostałam miks filozoficznej abstrakcji z nadętymi magami, uważajacymi, że pozjadali wszystkie rozumy i ciągnącymi swoje nudne, do nikąd nie prowadzące dysputy. Może w przypływie masochstycznego odruchu kiedyś skończę tego audiobooka, ale na chwilę obecną się na to zdecydowanie nie zanosi. Książki też nie trafią fizycznie do mojej kolekcji.

Jak z pierwszej części jestem nawet zadowolona, choć bez szału ( a może porównuję do drugiej…) tak druga to dla mnie tragedia. Cieszę sie, że postanowiłam wyhamować z kupowaniem książek tylko po interesującej okładce, bo bym się srogo przejachała na „Wiedźmach z Dechowic”, a przy ilości książek jakie ostatnio czytałam, które były dobre, ale nie świetne (swoją drogą stąd zmiana podejścia do zakupów) byłabym zwyczajnie wkurzona.

Moja ocena:

„Wiedżmy z Dechowic. Opowieść o plagach, czarołowczych i sabatach” – 5/10

„Wiedźmy z Dechowic i Liga Niezwykłych Dżentelmagów” – 2/10 – byłoby jeden gdyby nie ten promyczek nadziei

Dodaj komentarz