Piękna okładka, super intrygujący blurb a w środku klapa.

Najstarsza siostra Marry zostaje wydana za mąż za księcia i umiera, więc druga siostra zostaje jego żoną, a Marra trafia do klasztoru. Po latach dociera do niej, że jej szwagier to potwór a nie książę z bajki i że nic sie nie zmieni jeśli sama o to nie zadba. Z pożegnuchą, byłym rycerzem, matką chrzestną i kurą opętana przez demona zamierza zabić księcia.
„Pokrzywa i kość” T. Kingfisher to historia 30-letniej Marry, najmłodszej księżniczki malutkiego i ubogiego, ale strategicznie położonego królestwa. Dziewczyna, a raczej kobieta, sprawia wrażenie ociężałej umysłowo – myślenie przychodzi jej z prawdziwym trudem. Potrzebuje aż 1/3 książki, żeby w końcu się zebrać i zacząć działać, a i tak niewiele robi. W miarę jak tworzy się ekipa, pierwotnie rzucająca się w oczy tępota Marry zaczyna się rozmywać, ale wciąż pozostaje mało zdecydowaną kobietą – na każdym kroku najchętniej wróciłaby do klasztoru i dziergania.
Blurb ksiażki zapowiada świetną histroię, a przede wszystkim niestandardową. I tu się musze zgodzić – jest niestandardowa. Księżniczka planująca uśmiercenie księcia jest miłą odmiana od tradycyjnych baśni, ale na tym zalety powieści się kończą. Kura opętana przez demona jest totalną klapą – nie gada, nie miesza, nic – siedzi sobie na kosturze pożegnuchy i tyle. Uważam, że jest to strasznie zmarnowany potencjał. Element humorystyczny niemal nie istnieje. Zaśmiałam się dokładnie raz.
Z pozytywów muszę wspomnieć o cudownej, pozłacanmej okładce książki, która wraz z blurbem natychmiastowo zacheca do zakupu. Niestety to za mało, żeby uratować jej wnętrze.
Czuję sie solidnie zawiedziona. Liczyłam na dynamiczną akcję oraz humor jaki może zagwarantować szajka jaka się zebrała. Tymczasem historia była płaska i nudna. „Pokrzywa i kość” jest dla mnie chyba największym rozczarowaniem jak do tej pory w tym roku.
Moja ocena 5/10
