Wiedziałam, że zabieram się za gorącą książkę, ale zawartość mnie zaskoczyła.

Persefona zmuszona do małżeństwa z Zeusem, podejrzewanym o zabójstwa dwóch pierwszych żon, ucieka przez Styks do dolnego miasta. Tam wpada na mężczyznę, który udziela jej pomocy. Wbrew temu co mówią w górnym mieście, Hades nie jest mitem.
„Neon Gods” jest odwróconym mitem o Hadesie i Persefonie. To ona sama udaje się do niego i odnajduje miejsce gdzie w końcu może być sobą.
Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy Persefony i Hadesa a historia osadzona jest w świecie gdzie Olimp jest miastem, a każdy z głównej 13 bogów ma swojego przedstawiciela, czy jak to tam zwał. Tak naprawdę to do końca nie wiem, bo jest to bardzo słabo przedstawiony element świata. Fabularnie też niestety bieda. Bardziej przypomina porno. Jakby zrównoważyć ilość seksu w książce z wciągającą fabułą, byłaby to zdecydowanie ciekawsza powieść. Nie zrozumcie mnie źle, czyta się szybko i z wypiekami oraz uśmiechem na twarzy – jednak pozostawia po sobie jakiś taki niedosyt. Ale i tak jestem w stanie zrozumieć dlaczego „Dark Olympus” stał się takim fenomenem, nawet jeśli w pełni nie podzielam tej opinii.
Kolejną część zamierzam zdecydowanie przeczytać i mam nadzieję, że dowiem się coś więcej o świecie w jakim osadzony jest „Dark Olympus” i że będzie tam trochę więcej fabuły niż w „Neon Gods”.
Moja ocena 7/10
