Srebrny Kruk – Michał J. Sobociński – Wieszczba Końca Czasów 1

Zanim zaczęłam czytać „Srebrnego Kruka”, o autorze nie słyszałam i smutna prawda jest taka, że gdyby nie przypadkowe zauważenie posta z informacją o poszukiwaniu recenzentów do „Purpurowego Byka” przez wydawnictwo Abyssos, o Michale Sobocińskim i jego twórczości pewnie bym nie usłyszała. Udało mi się załapać na współpracę i dostałam oba tomy „Wieszczby Końca Czasów”. Dziś o pierwszym z nich, czyli „Srebrnym Kruku”.

„Srebrny Kruk” składa się z 7, pozornie niepowiązanych ze sobą opowiadań. Przez historie te, osadzone w świecie Oculum Mundi, przewija się jednak postać profesora Vendoma Tasartira – astronoma, astrologa i szefa tajnych służb. Podzielone na narody Cesarstwo Ingradyjskie (zabiłabym za mapkę w książce!) oplatają sieci kłamstw, spisków i intryg, a każdy dąży do swojego celu. Tylko co jest tym celem?

Początek „Wieszczby Końca Czasów” wydaje się przytłaczający. Masa intryg, przyciężkawy starodawny język i nowy wielki świat. I niespodziewanie ta mieszanka zaczyna Cię wciągać. Zaczynasz łączyć fakty i pojawia się ciekawość, do czego prowadzą te wszystkie spiski. Kto ma w tym jaki motyw, kto tym kieruje i jaką rolę tak naprawdę odgrywa sprawiający wrażenie staruszka profesor Tasartir.

Gdy zaczęłam czytać, moim pierwszym wrażeniem było, że to chyba książka nie dla mnie. Tymczasem w trakcie drugiego opowiadania złapałam się na szczerej ciekawości. Ba! Nie mogłam zasnąć, kombinując dokąd ta historia prowadzi, i czytałam, póki zmęczenie nie wygrało.

To, co mi się mega podobało, to nieprzewidywalność tych opowiadań. Akcja wydaje się zmierzać ku jakiemuś celowi, a tymczasem nagle dostajemy BUM! I zamiast spodziewanego rezultatu odkrywamy kolejną warstwę intryg.

Przez ostatnie opowiadanie leciałam już ekspresem. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że w końcu wiem o co chodzi, i po raz kolejny zostałam zaskoczona. Dobrze, że mam od razu pod ręką kolejną część. Czekanie na nią pewnie byłoby torturą.

Nie jest to jednak lektura dla każdego. Jest tu sporo wywodów filozoficznych, politycznych i ekonomicznych. Czytanie wymaga skupienia. Mi osobiście zdarzało się wracać do tyle co przeczytanego fragmentu, żeby go przyswoić, a i tak czasami kompletnie nie kumałam.

„Oculum Mundi” jest światem wielorasowym, gdzie poza ludźmi występują też istoty, które utożsamiamy ze światami fantastycznymi, takie jak elfy, krasnoludy czy trolle. Osobiście jednak uważam, że ten element się zgubił. Występują one jako postacie poboczne lub powód niepokojów społecznych, tyle że równie dobrze można by tu użyć każdej grupy ludzi o odmiennych poglądach, wierzeniach czy kolorze skóry, i wyszłoby na to samo.

Kto czyta moje recenzje, ten wie, że jeśli pojawiają się w książce błędy, szczególnie w zauważalnej ilości, to na bank o tym wspomnę. A więc i tu moim obowiązkiem jest donieść, że „Srebrny Kruk” jest wydany niechlujnie – błędy formatowania czy brak przerwy między słowami można darować, ale nie błędy ortograficzne! A takowe znalazłam. Drogie wydawnictwo Abyssos, możecie się spodziewać ode mnie maila z listą.

Moja ocena: 7/10

Wydawnictwu Abyssos dziekuję za egzemplarz ksiązki do recenzji!

„Srebrny Kruk” – Michał J. Sobociński
„Wieszczba Końca Czasów” 1
Wydawnictwo Abyssos

Jeden komentarz

Dodaj komentarz