Kusiła mnie okładka i tytuł, ale jakoś nie mogłam się zebrać na zamówienie książki w wersji papierowej. Ciekawość jednak wygrała i przesłuchałam tą baśniową opowieść podczas fugowania.

1906 rok, Nottingam – Marietta Stelle ma zapewnione wygodne życie, a jej jedynym obowiązkiem jest małżeństwo, na które nalegają rodzice. Kobieta jednak nie chce zostać żoną, a podążyć za własnymi marzeniami i być primaballeriną. Tymczasem odrzucony zalotnik potrafi władac magią i zamierza dać Marieccie nauczkę.
„Północ w Everwood” ma intesnywny zimowy i świąteczny klimat, który otula człowieka. Byłaby zdecydowanie lepszą lekturą na długi grudniowy wieczór, by poczuć tę magię osobiście, niż na upalny sierpniowy dzień. No ale skąd miałam wiedzieć?
Baśnie rządzą się swoimi prawami, ale jak się okazuje mogą też człowieka doprowadzić do mdłości. Opisy bali i wszelkich wyrobów cukieniczych sprawiają, że ślinka cieknie do momentu, gdy już jest tego za dużo – czyli gdy zamiast fabuły są wymieniane kolejne niekończące się i wypełnione słodkościami imprezy.
Miło jest obserwować, jak rozpieszczona i opływająca w luksusy kobieta musi się zmierzyć z życiem i faktem, że świat nie kręci się tylko wokół niej i jej zachcianek. Marietta nawiązuje przyjaźnie i zaczyna dostrzegać problemy innych, a także to jakie uprzywilejowane życie sama prowadziła.
Nie zgadzam się z ostateczną decyzją bohaterki, bo mam wrażenie, że znów wróciła do swojego egocentrycznego ja, ale nie będę sie więcej rozpisywać, by nie popsuć nikomu zabawy.
Jako że Marietta jest baletnicą, „Północ w Everwood” wypełniona jest scenami tańca wraz z nazwami poszczególnych figur. Kompletnie nie znam baletu, więc te wszystkie obce słowa generowały w mojej wyobraźni obrazy zaczęrpnięte z widzianych wieki temu w filmach czy bajkach popisów baletowych. Na tyle, na ile mogę stwierdzić, moja wyobraźnia dała radę, a układy miały sens.
W książce są też nawiązania do „Dziadka do orzechów”, ale niestety nie znam oryginału. Kiedyś jakiś film ogladałam i przebłyski zostały, jednak nie na tyle duże bym wiedziała o co tam chodziło.
Jeszcze dwa słowa o samym audiobooku. Intonacja autorki jest dziwna – miałam wrażenie, że każde zdanie wypowiada zdziwniona i trochę to rzutowało na mój odbiór całości.
Fajnie klimatyczna, ale poza tym bez szału.
Moja ocena 5/10
„Północ w Everwood” – M. A. Kuzniar
Wydawnictwo Albatros
Tłumacz Małgorzata Stefaniuk
Lektor Marta Markowicz
