Wow, brawo ja! W połowie września zorientowałam się, że nie napisałam podsumowania sierpnia.

Sierpień był dla mnie bardzo intensywnym miesiącem – z jednej strony wykończenie domu i przeprowadzka przed nowym rokiem szkolnym ze wzgledu na dziewczyny, a z drugiej ścigąjący mnie termin recenzji książek, które dostałam w ramach współpracy. Pomimo całego tego cyrku i świadomości, że na ostatni tydzień wracam już do pracy po baaardzo długiej przerwie (2 lata, 3 jeśli pominiemy 4 miesiące pracy) udało mi się przeczytać niemal 4 książki i przesłuchać 5 audiobooków. Co uważam za bardzo dobry wynik.
„Srebrnego kruka” i „Purpurowego byka” Michała J. Sobocińskiego przeczytałam w ramach, wspomnianej już wcześniej, współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Abyssos. Same książki są fenomenalną, choć cieżką fantastyką, ale wręcz odstraszają ilością błędów – czy to formatowaniem, czy literówkami, czy o zgrozo! błędami ortograficznymi.
W przerwie między kolejnymi tomami „Wieszczby końca czasów” przeczytałam „Krew i popiół” Jennifer L. Armentrout. Z twórczością autorki miałam wcześniej styczność (seria Lux), więc miałam też bardzo wysokie oczekiwania. Dostałam intrygujące, choć do bólu przewidywalne, wprowadzenie do serii „Z krwi i popiołu”.
Na koniec miesiąca zabrałam się też za długo wyczekiwany finał „Klątwy Bogów”, czyli piąty tom pod tytułem „Ból”. Spokojnie bym ją skończyła w jeden dzień, ale utknęłam na ostatnich 50 stronach – nie byłam gotowa się rozstać z Willą i Abklętymi.

Tyle jeśli chodzi o książki papierowe. Jak pisałam we wstępie, miałam okazję zapoznać się z kilkoma audiobookami.
Dokończyłam pierwszy tom „Sagi o Ludziach Lodu”, czyli „Zauroczenie” i choć mam mieszane uczucia, prawdopodobnie wrócę jeszcze do tej sagi, by zaspokoić swoją ciekawość.
Przesłuchałam też „Północ w Everwood” – zdecydowanie przesłodzona książka w zimowym klimacie, nie na gorące sierpniowe dni. Następnie przyszła kolej na „Sąpierza” i muszę przyznać, że „Grodzisko” niespecjalnie mi leży. Jakoś się z twórczością Katarzyny Puzyńskiej nie polubiłam. Ponownie włączyłam sobie też przygody Koźlaczek w tomie „Cuda wianki” i stwierdziłam, że są genialne, a obie książki z serii muszę mieć na swojej półce.
I uwaga, uwaga – wróciłam znów do „Sagi Zmierzch”. Tym razem słuchałam „Księżyc w nowiu” a następnie zaczęłam „Zaćmienie”. Do serii lubię wracać z sentymentu i staram się jej zbytnio nie analizować moją obecnie dwa razy starszą, niż gdy się w sadze zakochałam, głową. Nie ma co sobie psuć dobrej zabawy.
Sierpień był też udany zakupowo, ale na więcej musicie poczekać na posty z unboxingami paczek z subskrypcji książkowych!
