Saga „Zmierzch” to taka moja comfort seria. Często do niej wracam, czy to w wersji książkowej czy filmowej, a tym razem włączyłam sobie audiobooka. I słuchając miałam wrażenie, że mój mózg odtwarza mi film.

Szybka przypominajka o czym jest „Księżyc w nowiu”. Gdy urodziny Belli idą całkowicie źle, a jej życie zostaje zagrożone, Edward kompletnie głupieje i ją zostawia. Dziewczyna wraca do normalności dzięki przyjacielowi z dzieciństwa Jacobowi, który również okazuje się nie być człowiekiem.
Jeden z bardziej idiotycznych opisów fabuł jaki napisałam XD.
„Księżyc w nowiu” to ta najmniej lubiana przez mnie część – Edward zachowuje się jak idiota, a Jacoba nie lubię (tak, jestem #teamEdward, a wy?). Wprowadza wątek trójkąta miłosnego za którym nie przepadam i, jak dla mnie, bezsensowne dramaty. Prawdę powiedziawszy jak wracam do sagi to mnie kusi przeskoczyć drugi tom, no bo po co się męczyć? Tym razem byłam ciekawa audiobooka więc się skusiłam i zdania nie zmieniłam – dalej nie lubię Jacoba i całego „Księżyca w nowiu”, a głos lektorki (Anny Dereszowskiej) mi nie pasuje do Belli.
Teraz jako dorosła kobieta trochę inaczej patrzę na całą historię i bohaterów. Zachowanie Belli zdecydowanie jest objawem problemów psychicznych po rozstaniu, ale gdzie jako nastolatka bym o tym pomyślała. Jednocześnie wciąż potrafię przymknąć na to oko i po prostu cieszyć się historią miłości, która całe wieki temu wciagnęła mnie w świat książek.
A nawiazując do samej okładki – wprost nie cierpię okładek filmowych czy serialowych, ale gdy ją kupowałam innej akurat nie było, a moj budżet te 15 lat temu (czy ile to juz tam minęło) był zdecydowanie ograniczony.
Macie jakieś swoje ulubione serie lub książki, do których wracacie z przyjemnością i sentymentem?
