Przeczytałam pierwszą, połknęłam drugą i wymęczyłam trzecią – nie na to liczyłam zabierając się za serię „Z krwi i popiołu”.

Nie będę się wdawać w opis fabuły, bo nawet nie wiem jak ubrać ten chaos w słowa. Czytałam „Koronę ze złoconych kości” przekonana, że jest to finał trylogii. Tak, wiem, że wychodzi niedługo „Woja dwóch królowych”, ale myślałam że to prequel – no wiecie, prawdziwa histroia Wojny Dwóch Królów. O tym jak bardzo się myliłam dowiedziałam się na ostatniej stronie „Korony…”.
Po 3 tomie „Z krwi i popiołu” spodziewałam się wartkiej akcji, konktretnych decyzji, trochę pikanterii i bohaterki, która zmiata z planszy swoich wrogów. Nie macie pojęcia jak bardzo się zawiodłam. Poppy jest mistrzynią, ale w wypieraniu prawdy – niezależnie od tego jak mocno ta prawda właśnie walnęła ją w twarz. Uparcie tkwi przy swoim i nie dopuszcza do siebie żadnych argumentów póki nie jest za późno. Trzeci tom tego samego już jest zwyczajnie nudny. A do tego, gdy w końcu sytuacja zmusza ją do pokazania, że ma jaja to książka się kończy! Oczywiście następną przeczytam. Historia urwana jest w takim miejscu, że muszę wiedzieć co będzie dalej, ale nie ukrywam, że po pierwszych 3 tomach mam obawy.
A dlaczego myślałam, ze ta seria to trylogia? Bo kupiłam ją w takim ładnym pakiecie, w pudełku. Spodziewałabym sie, ba! oczekiwałabym, że sprzedawane są tak kompletne serie, tak by zestawy tworzyły całość! Zwyczajnie czuję się teraz oszukana, tym bardziej, że książki w pakiecie wychodziły drożej niż każda z nich kupiona osobno.
Moj ocena 5/10
„Korona ze złoconych kości”
Jennifer L. Armentrout
„Z krwi i popiołu” 3
Wydawnictwo You&YA
Tłumacz Jerzy Malinowski
