Przez bardzo długi czas stroniłam od polskiej fantastyki i nie mogłam się przekonać do naszych rodzimych autorów. Tymczasem okazuje się, że mamy na swoim podwórku wyjątkowo kreatywne umysły, nieustępujące zagranicznym autorom, a o których jest zdecydowanie za cicho. Dziś o debiucie Katarzyny Staniszewskiej – kawałku klimatycznej fantastyki z wielkim potencjałem na kolejne części.

Eriena to dziecko które nie powinno sie narodzić, to kobieta, która dorastała w męskim zakonie, to valk (mag) z niespotykaną mocą. Ciemność się budzi i ponownie zagraża światu, a na drodze stanąć jej ma Zakon Czuwania. Czy garstka dzielnych wojowników rzuconych przeciwko mrocznym siłom wystarczy by ochronić żywych?
Książka od pierwszego wejrzenia przyciąga do siebie klimatyczną okładką i obiecuje ukryte w mroku siły, a gdy tylko ją otworzymy dostajemy spis głównych postaci, mapkę (idealna przy motywie podróży), a nawet rodowody dynastii. Na pierwsze zetknięcie z powieścią wydaje się to być przytłaczająca dawka wiedzy, tym bardziej, że niektóre imiona są podobne i, jak na solidne fantasy przystało, sprawiają wrażenie wylosowanych z literek Scrabble i podrasowanych dodatkowymi g, r i h – tak żeby ciężej było je wymówić.
Oczekiwałam jakiejś sceny na początku która sprawi, że pomyślę „O w mordę! Muszę to przeczytać!” i takiej nie znalazłam. „Półmrok” wciąga powoli – z każdą kolejną stroną, postacią i tajemnicą coraz ciężej oderwać się od lektury. Do tego ta atmosfera odpowiadająca tytułowi… Świetnie się ją czyta wieczorami i po nocach. Gdy realnie otacza nas ciemność, łatwiej się zatopić w stworzonym przez autorkę świecie. Przez motyw podróży miałam wrażenie, że historia się trochę rozwlekła, a to uczucie pogłebił fakt, że bohaterowie mogą się teleportować!
Eriena wydaje się być bardzo realną postacią. Jest odważna, inteligentna i musiała sobie poradzić w zdecydowanie męskim świecie. Podoba mi się, że w odróżnieniu od aktualnego trendu, odczuwa strach a nie leci z wyzwaniem do każdego kto tylko na nią spojrzy (a mogłaby, jest dość potężna), jednocześnie nie poddaje się wobec przeciwności losu. Czy to napad, czy złamane serce, potrafi wziąć się w garść i wrócić do obowiązków.
Każdy rozdział zaczyna się mroczną grafiką, szkoda tylko, że każdy taką samą, i fragmentem będącym retrospekcją. Takie rozwiązanie pozwala lepiej poznać Erienę i przeszłość bohaterów bez wprowadzania zbędnych wybiegów w miejscach gdzie odciągnęłyby uwagę od fabuły. Jedyny problem jaki z tym mam to ciemne tło – wspomniana wcześniej grafika jest dwustronna i częściowo zachodzi na tekst, przez co przy czytaniu w ciemnościach, przy samej lampce trzeba wytężać wzrok by rozszyfrować początki zdań.
Jestem niezwykle ciekawa gdzie zmierza „Półmrok” i jakie będą dalsze przygody Erieny i Zakonu, a także jak potaczą się wątki miłosne. Jak na debiut Katarzyny Staniszewskiej jest to kawałek dobrej fantastyki ze zdecydowanym potencjałem.
I jak na mnie przystało – błędy. Znalazłam kilkanaście, a dokładniej – trzynaście. Nie dopatrzyłam się, żadnych rażących po oczach błędów ortograficznych, a kilku braków przyimków, powtórzonych słów, czy drobnych literówek. Niby nic wielkiego, ale i tak wybija z rytmu czytania.
Moja ocena 7/10
„Półmrok” Katarzyna Staniszewska
Wydawnictwo Abyssos
