„Po drugiej stronie jeziora” to jedna z tych książek, które kupiłam przyciągnięta przez okładkę i w odruchu potestowania polskich autorów (zanim jeszcze znalazłam takich co mnie wciągnęli). Swoje się wyczekała na półce, a gdy się w końcu za nią zabrałam czułam, że do czytania się zmuszam….
Uwaga! Możliwe spoilery – potrzebowałam się trochę pożalić!

Mia, po przyjęciu z okazji swoich osiemnastych urodzin, wychodzi na spacer i zasypia nad jeziorem. Budzi się w zupełnie innym świecie, a by wrócić do domu zostaje wciągnięta w tajemniczą wyprawę.
Jak zaczęłam czytać cały czas chodziło mi po głowie, że „Po drugiej stronie jeziora” jest naiwna, bo nie mogłam sobie przypomnieć lepszego słowa. Pod koniec czytania zaskoczyło – infantylna. Ta książka jest infantylna, a bohaterowie naiwni. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego tak myślę.
To lećmy po kolei. Mia nie sprawia wrażenia jakoś bardzo przejętej znalezieniem się w innym świecie, czy nawet faktem, że wysyłają ja na planowaną od wieków wyprawę, której celu nie zna a do tego nie posiada żadnych umięjetności pozwalających jej przetrwać w wyglądającej na średniowieczną rzeczywistości. Kolejna – Kleo, czyli ta która znajduje Mię na plaży – nie dość, że od kopa się zaprzyjaźniają, a sposób w jaki Kleo się zwraca do nowoprzybyłej jest turbo sztuczny i przesłodzony to jeszcze bierze na słowo zapewnienie Mii, że nie jest szpiegiem (taaa, bo szpiedzy przecież nie kłamią!) i zabiera ją do ukrytej wioski. Jak to przeczytałam miałam ochotę rzucić książka o ścianę, bo nie zapowiadała inteligentnych bohaterów. A to był sam początek!
Do dalszego czytania sie zwyczajnie zmuszłam. Stwierdziłam, że skoro już zaczęłam dam jej szansę. Po około 100 stronach, czyli 1/3 pierwszego tomu i dotarciu wyprawy do pierwszego przystanku coś się zaczęło dziać i miałam jakiś punkt zaczepienia do dalszej letury.
Wątki miłosne oczywiście są – na wyprawę wyrusza 6 osób – podzielone płciami na pół. Więc ile mamy watków miłosnych? Tak zgadliście! Co najmniej 3! A najbardziej razi w nich ich powerzchowność, bo ograniczają sie do zauroczenia wyglądem. Ile można pisać i wzdychać do pięknych oczu i mrocznego spojrzenia (czy jak to tam szło…)? Mia ma 18 lat a zachowuje sie jak zakochana dwunastolatka…
To tak informacyjnie już tylko dodam, że narracja jest prowadzona z punktu widzenia Mii, ale są krótkie przeskoki na Kleo, głównie w momentach gdy trzeba ukryć aktualne przygody tej pierwszej.
Co ciekawe pomimo idiotyzmu z jakim się spotkałam w pierwszym tomie – zamierzam przeczytać drugi. Chcę się przekonać, czy fabuła zmierza w kierunku, który podejrzewam, a który po kilku wzmiankach w pierwszym tomie jest aż nazbyt oczywisty.
Jeśli chcielibyście sie potorturować to daję znać, że po tym jak przeczytam drugi tom oba będą do kupienia na moim koncie vinted za jakieś grosze.
Moja ocena 4/10
„Po drugiej stronie jeziora tom 1” Agnieszka Karecka
Wydawnictwo Novae Res
Błedy: 3 drobne literówki.
English version below:
„On the other side of the lake” is one of those books that I bought because I was mesmerized by the look of it and to read some more Polish books. It’s been waiting for ages on the shelf, and when I finally picked it up, I had to force myself to read…
Attention! Possible spoilers – I feel like complaining a little!
Mia, after celebrating her eighteenth birthday, goes out for a walk and falls asleep by the lake. She wakes up in a completely different world and in order to return home she needs to take part in a mysterious expedition..
While reading the only thought in my head was „The Other Side of the Lake” is naive as I couldn’t recall better word for it. At the end of reading it clicked – childish was the word I was looking for. This book is childish and the characters are naive. Let me explain why I think so.
So let’s start from the beginning. Mia doesn’t seem to be bothered too much by the fact that she’s been transported to a completely new world and that she has no skills to survive on a mission in a medieval like reality. The next one – Kleo, the one who found Mia on the beach – not only they instantly become friends, and the way Kleo approaches the newcomer is too artificial and too sweet, but also she believes Mia that she is not a spy ( yeah, because spies don’t lie!) and takes her to a hidden village. When I read it, I wanted to throw the book against the wall because it didn’t promise any intelligent characters. And that was the very beginning!
I simply forced myself to read further. I figured since I already started, I’ll give it a chance. After about 100 pages, i.e. 1/3 of the first volume, when the expedition reached the first stop something started happening and I finally had a reason to keep reading.
Of course, there is love. Six people leave, three of each gender. So how many love stories do we get? You guessed it! At least 3! The worst thing is that they mainly result from infatuation with appearance. How much can you write and sigh at beautiful eyes and a dark look (or whatever it was…)? Mia is 18 years old and behaves like a twelve-year-old in love…
Just for information purposes, let me just add that the narrative is told from Mia’s point of view, but there are short jumps to Kleo, mainly in moments when the former’s current adventures need to be hidden. Interestingly, despite the idiocy I encountered in the first volume, I intend to read the second one. I want to see if the plot is heading in the direction I suspect, which is all too obvious after a few mentions in the first volume.
If you would like to torture yourself, let me let you know that after I read the second volume, both will be available for purchase on my vinted account for a few pennies.
