„Krew, która nas dzieli” kupiłam dla absolutnie przepięknego wydania. To o czym jest dowiedziałam się dopiero później- szkoła, nastolatki i wampiry. Taka mieszanka bardzieo łatwo mogła wyjść bardzo źle lub skopiować „Zmierzch”.

Zbliżają się egzaminy końcowe, a celem Dakoty jest dostanie się na studia medyczne. Pomimo trudnej sytuacji w domu, dziewczyna wytrwale przyswaja cały wymagany materiał. Gdy pewnego dnia kolega prosi ją o korepetycje z biologii Dakota się zgadza, ale żadne z nich jeszcze nie wie, że juz niedługo ich życia bezpowrotnie się zmienią.
Dakota jest zadziwiająco realną bohaterką – jest rozsądna i stąpa twardo po ziemi. Podoba mi się, że nie jest to tak po prostu wymyślone, a poparte cieżką sytuacja w domu, która zmusiła ją by szybciej dorosnąć. Henry natomiast wydawał mi się trochę ciapą. Ale może właśnie o to chodziło – kontrast jego usposobienia z naturą wampira.
Oboje mają swoje rozdziały – narracja jest prowadzona z dwóch punktów widzenia, choć z przewagą Dakoty. A całość jest napisana z perspektywy czasu, czyli opisują wydarzenia które już miały miejsce i w związku z tym pojawiają się wtrącenia typu „ale jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam” czy coś takiego. Ja osobiście tego nie lubię, bo z wyprzedzeniem zdradza mi co się stanie.
Całość jest lekka i czyta się przyjemnie. „Krew, która nas dzieli” jest dość spokojna i choć są wydarzenia które przyspieszają puls bohaterów, ja tego napięcia nie poczułam i nie siedziałam na skraju fotela, obgryzając paznokcie z myślą „Boże, co będzie dalej?!”. Końcówka sugeruje, że kontynuacja powstanie, a jeśli tak to z przyjemnością ją przeczytam, szczególnie jeśli będzie tak pięknie wydana jak pierwszy tom.
Moja ocena 7/10
„Krew, która nas dzieli” – Edyta Prusinowska
Wydawnictwo Moondrive
