Gdy przychodzi noc – Szymon Mandrak

Na co dzień czytam głównie fantastykę i romanse w fantastycznych światach, które nawet uzyskały już swoją nazwę, czyli romantasy. Dzisiaj jednak trochę inaczej – moje pierwsze spotkanie z kryminałem.

Jakub Brzozowski samotnie wychowuje adoptowanego syna, Aleksa. Pewnej nocy w sąsiedztwie zostaje porwana jedenastolatka, a Jakub znajduje u siebie zakrwawione dziecięce ubrania. Jak te rzeczy się u niego znalazły? Czy powinien powiadomić policję? No i czy Aleks jest jeszcze bezpieczny?

Do przeczytania książki skusił mnie fragment opisu „Jako troskliwy, kochajacy rodzic robisz wszystko, by zapewnić swemu dziecku bezpieczeństwo, jednak co w sytuacji, kiedy największym zagrożeniem dla niego możesz okazać się ty sam?”. Jestem matką i to jedno zdanie poruszyło we mnie jakąś strunę. Musiałam poznać „Gdy przychodzi noc”.

Sama książka nie jest gruba, to zaledwie 267 stron, ale wypełnionych naprawdę ciekawą, trzymającą w niewpewności historią. Krótkie treściwe rozdziały oraz narracja śledzącą nie tylko Jakuba, ale też Aleksa, rodziców porwanej i policjantów pozwala fajnie budować napięcię jednocześnie podsuwając kolejne wskazówki. Gdy w końcu pojawiło się rozwiązanie zagadki byłam szczerze zaskoczona – marny ze mnie śledczy. Sama końcówka natomiast mnie rozwaliła – starałam się otwarcie nie wyć ale nie mogłam przestać pociagać nosem i ocierać łez z oczu.

„Gdy przychodzi noc” czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Zdecydowanie da się ją pochłonąć w jeden wieczór i zapewni świetna rozrywkę i odskocznię od codzienności. Prawdę powiedziawszy zaczęłam się zastanawiać, czy od czasu do czasu nie wrzucić w swój czytelniczy repertuar jeszcze jakichś krymiałów.

Moja ocena 7/10

Dziekuję wydawnictwu WasPos za egzemplarz książki do recenzji.

„Gdy przychodzi noc” Szymon Mandrak
Wydawnictwo WasPos

Dodaj komentarz