Angielskie wydanie, ale zwykłe, kupiłam jeszcze wiosną jak zaczął się ten cały bum na „Fourth Wing”. Byłam ciekawa o co tyle hałasu. Tyle, że jakoś tak wyszło, że za ksiażkę się nie zabrałam i smutna stoi sobie na półce, bo w październiku kupiłam polskie wydanie na Targach Książki w Krakowie. Mamy grudzień, co znaczy tyle, że za polskie wydanie też było mi się ciężko zabrać – im więcej zachwytów nad tą powieścią widziałam, tym bardziej bałam się, że mi może się nie spodobać i że się mega rozczaruję. Ostatecznie przekonał mnie mąż. Wziął ją sobie i przeczytał w dwa dni, a ja słuchałam zachwytów, już nie tylko w internecie. Po pierwsze, nie mogłam być gorsza, a po drugie, istniała obawa, że mi coś zdradzi z fabuły, a całkiem nieźle szło mi unikanie spoilerów.
Tak, więc przeczytałam i ja! A raczej pochłonęłam… w dwa dni… kosztem porządnego snu….

Dwudziestoletnia Violet Sorrengail, najmłodsza z trójki rodzeństwa, miała zostać skrybą jednak jej matka w ostatniej chwili zdecydowała, żę Violet ma dołączyć do jeźdźców smoków. O ile przeżyje… Niższa niż przeciętny kandydat, słaba i krucha, Violet musi wykazać się inteligencją i sprytem. Jakby miała za mało problemów, smoków jest mniej niż kandydatów, nazwisko przysparza jej wrogów, a przełożeni wydają się zatajać fakty dotyczące nasilającej się na granicach wojny.
Pierwsze strony „Czwartego skrzydła”, zanim rozkręci się jakakolwiek akcja, fenomenalnie wprowadzają nastrój historii i przedstawiają rzeczytwistość uczelni – brutalną i śmiertelnie niebezpieczną. Uczucie strachu i zagrożenia jest niemal namacalne, więc jak po takim otwarciu odłożyć książkę? Potem jest tylko lepiej, no i pojawiają się smoki. I gorący romans. I bitwy powietrzne. I mogłabym tak dalej, ale nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów fabuły 😀
Żałuję, że tak mało dostajemy dialogów z gadami, powinny dostać zdecydowanie więcej czasu na wypowiedzi, tym bardziej, że pozwala na to konstrukcja świata, a wprowadzają element humorystyczny.
Końcówka (jakieś ostatnie 75 stron) niestety jest przewidywalna i dlatego ucięłam jeden punkt w ocenie. Może to kwestia czytania za dużo, ale pewne powtarzające się dramy już mnie męczą i chciałabym dostać coś nowego.
Ogólnie gorąco polecam „Czwarte skrzydło”. Czyta się je ekspresowo i z wypiekami na twarzy. Prawdę powiedziawszy wciągnęło mnie tak bardzo, że nawet się nie fatygowałam z zaznaczaniem błędów, szkoda mi było czasu. Żałuję, że zabrałam się za „Fourth Wing” tak późno, a jednocześnie żałuję, że zabrałam się za nie za nim wyszły pozostałe części. Mam nadzieję, że Rebecca Yarros utrzyma poziom, a jeśli tak to „Empireum” zostanie jedną z moich ulubionych serii, do której będę z przyjemnością wracać. Jeśli jesteście fanami Igrzysk śmierci lub Więźnia labiryntu to w „Czwartym skrzydle” zdecydowanie znajdziecie coś dla siebie!
Moja ocena: 9/10
„Fourth Wing. Czwarte Skrzydło” Rebecca Yarros
„Empireum” tom 1
Wydawnictwo Filia
Tłumaczenie Sylwia Chojnacka
