Swój egzemplarz pierwszego tomu „Smoczych kryształów” dorwałam na targach książki w Krakowie w ubiegłym roku. Niebieska, tłoczona okładka ze srebrzeniami i smoki w tytule natychmaist przyciągnęły moj wzrok, a zaletą kupowania bezpośrednio u autorki jest autograf 😁. W marcu wychodzi kolejna część, więc stwierdziłam, że pora zapoznać się z pierwszą.

Postanowiłam przestać się w dawać w opisy fabuły książki. Nigdy nie wiem co napisać, by za dużo nie zdradzić, a jeśli moja recenzja was zainteresuje zajrzyjcie na opis książki na jakiejkolwiek stronie księgarni czy wydawnictwa.
Wydarzenia „Sekretów władców” kręcą się wokół turnieju smoczych jeźdźców i ich smoków i jest to część, która mnie zachwyciła. Czy chciałabym więcej? No pewnie. Był to moment gdy najlepiej można było zapoznać się z różnymi rasami i ich metodami walki. Nie mogłam się jednak oprzeć skojarzeniu z „Jak wytresować smoka”. Gady wydawały mi się dziwnie znajome, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało, tym bardziej, że nie miałam wrażenia, że czytam książkę dla dzieci.
A skoro już przy skojarzeniach jesteśmy, to jedna ze scen to niemal dosłownie fragment „Meridy Walecznej”. Tak, był czas, że oglądałam wszystkie bajki jakie wychodziły. A „zła królowa” w mojej głowie wyglądała jak Biała Suka grana przez Jennifer Coolidge z filmu „Wielkie Kino”. Nie oceniajcie 😅
Drobnym smaczkiem w powieści, który zauważy każdy miłośnik herbaty są opisy różnych mieszanek. Nawet podpytywałam autorkę, czy da się je gdzieś kupić, ale są jej własnym pomysłem. Szkoda, chętnie bym ich spróbowała.
„Smocze kryształy” czytało mi się dobrze, ale mnie nie zmiotły z planszy. Byłam zainteresowana i pewnie kibicuje nie temu kolesiowi co większość, ale cóż, preferuję Lorcana, imienia tego drugiego nawet nie zapamiętałam.
Muszę się jednak przyczepić do faktu, że podtekst w wypowiedziach Lorcana był mega wymuszony. W pewnym momencie nawet nie łapałam o co chodzi choć Arysa mu odpowiedziała, że nie musi zabarwiać wszystkich swoich odpowiedzi. Eee, ja nie załapałam a mam, nazwijmy to kreatywny, umysł.
No i błędy. Jest ich trochę w tej książce przez co wydaje się być amatorska. Jednak z tego co widziałam szykuje się nowe wydanie z poprawkami.
Ogólnie było ok. Bawiłam się dobrze, czasu nie zmarnowałam, jestem ciekawa kontynuacji i choć nie było tam żadnego „Wow! To jest zajebiste”, którego potrzebuję na ocenę 8 lub więcej to 7 z czystym sumieniem mogę dać.
Moja ocena 7/10
„Smocze kryształy. Sekrety władców” – Joanna Karyś
„Smocze kryształy ” tom 1
Wydawnictwo Sabat
