Warkocz ze szmaragdowego morza – Brandon Sanderson

Sanderson… miałam duże oczekiwania, bardzo duże! A dostałam… to.

Początek przeczytałam z rozpędu, nowa książka, nowy świat,  nowi bohaterowie. Chciałam zatonąć w nowej powieści, ale jedyne co tonęło to moje zainteresowanie. Im dalej w przygody Warkocz, tym mniej chciało mi się czytać. Zdecydowanie nie pokochałam się z „Wakocz ze szmaragdowego morza”. Historia dziewczyny wydaje mi się taka nijaka. Nie wyróżniła się niczym szczególnym – ani pozytywnie, ani negatywnie. Gdy bohaterce wszystko się udaje, jest dobra i uprzejma, a za błędy niemal nie ponosi konsekwencji to jakoś nie mogę się z nią zżyć i zacząć jej kibicować, bo i po co?

Historia Warkocz to jedno, ale świat w którym jest osadzona to zupełnie inna bajka. Morza, które nie są morzami i zarodniki o niezwykłych właściwościach? To jest pomysł! Szkoda tylko, że tak mało pociągnięty. Chciałabym się o nich dowiedzieć zdecydowanie więcej, a i może fabułę by trochę rozkołysały.

No i narracja. Na początku byłam nią zachwycona, i to właśnie dla narracji wracałam do książki. Trochę humoru w tej nijakiej historii. Z czasem jednak zaczęła mnie męczyć. Zbędnie rozwlekała powieść,  a ciągle dygresje stały się drażniące.

Po pierwszym zetknięciu z „Warkocz ze szmaragdowego morza”, tym z rozpędu, książkę mordowałam po około 50 stron na raz. Nie mogłam się zmusić by przetrawić więcej. A koniec końców jestem pod wrażeniem, że przeczytałam całą, miałam chwile wątpliwości i zastanawiałam się nad porzuceniem lektury. Niestety teraz już wiem, że nic bym nie straciła. Jednocześnie moja ciekawość pozostałych 3 tom9wze specjalnego projektu Sandersona przygasła. A może po prostu zaczęłam od złej części?

Moja ocena 5/10

„Warkocz ze szmaragdowego morza” – Brandon Sanderson
Wydawnictwo MAG
Tłumaczenie Anna Studniarek

Dodaj komentarz