No nareszcie! To jest niemal ten Goodkind, którego kochałam w „Mieczu Prawdy”, niemal. Tylko dlaczego musiałam czekać aż do trzeciego tomu?!

„Wojenna nawałnica” wciaga o wiele szybciej niż poprzednie tomy, ale też jesteśmy już w centrum akcji, bo zaczynamy w momencie zakończenia „Całunu nieśmiertelności”. Co więcej, w końcu doczekałam się tego fenomenalnego stylu Goodkinda, który uwielbiałam w „Mieczu Prawdy”. Wyglada na to że najlepiej mu idzie pisanie gdy przedstawia zagrożenie wojenne i walki.
Dostajemy narrację z wielu perspektyw dzięki czemu mamy pełną i wielowątkową historię. Gorzej, że na koniec zostajemy z zapowiedzią epickiej wojny, a ostatni tom jest krótszy niż „Wojenna nawałnica”. Obawiam się chamsko urwanych wątków i finału po łebkach.
Na wzmiankę zasługują tu jeszcze dwie kwestie, które poruszałam w recenzjach poprzednich części.
Po pierwsze, sami bohaterowie. Główna trójka przestała mnie w tej serii męczyć. Bannon zrozumiał działanie świata i stracił trochę tej irytującej naiwności, Nathan z magią przestał użalać się nad sobą, a Nicci nie roztrząsała na każdym kroku swojej miłości do Richarda. Nareszcie dało się czytać o ich przygodach. Ale…
Druga kwestia, czyli to „ale”, to narracja. Goodkind ma irytujący zwyczaj powtarzania, w kółko i w kółko, motywacji bohaterów. Serio, ile można? Czytelnicy to nie idioci, a książka nie program w telewizji. Do niejasnych/zapomnianych fragmentów można w każdej chwili wrócić więc, powtarzanie co kilka stron tego samego, srogo mija się z celem. Obawiam się, że jakby wyciął te fragmenty to powieść by się znacząco odchudziła.
Jak już wcześniej napisałam zbliża się wojna i jestem mega ciekawa zakończenia. Nie tylko samego jej rozstrzygnięcia, ale też tego jak zostaną pozamykane poszczególne wątki. A po jakości „Wojennej nawałnicy” po ostatni tom sięgnę z przyjemnością.
Moja ocena 7/10
„Wojenna nawałnica” – Terry Goodkind
„Kroniki Nicci” tom 3
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie Lucyna Targosz
