W końcu zabrałam się za „Balladę o nieszczęśliwej miłości” i okazało się, że z pierwszej części pamiętam zaledwie przebłyski. Musiałam przeczytać dwa ostatnie rozdziały żeby sobie przypomnieć na czym stanęła historia Evangeliny. Nie wróżyło to dobrze kolejnemu tomowi.

Zwyczajnie zmuszałam się do czytania. Gdzieś w drugiej połowie gdy stwierdziłam, że się trochę rozkręciła szło mi łatwiej, ale i tak nie czułam żadnej miłości do książki. A co gorsze, teraz miesiąc po jej przeczytaniu znów nic nie pamiętam. „Ballada…”, tak jak wcześniej „Baśń…”, nie zapadła mi w pamięć.
Samo zakończenie gdzieś tam łapie za serce, ale nawet tego nie pamiętałam, póki nie złapałam za książkę i jej nie przekartkowałam.
Została mi trzecia, całe szczęście jest równie krótka jak dotychczasowe dwie. Szkoda tylko, że nie mam jakiejś specjalnej ochoty jej czytać. Pewnie dokończę serię tylko po to by się jej pozbyć. A im więcej czasu spędzam z tą trylogia tym bardziej nie rozumiem zachwytów… Oświećcie mnie, bo nie kumam co tu takiego fajnego, baśniowy klimat to za mało.
Moja ocena 5/10
„Ballada o nieszczęśliwej miłości” – Stephanie Garber
„Baśń o złamanym sercu” tom 2
Wydawncitwo Poradnia K
Tłumaczenie Dorota Dziewońska
