O litości! Jedno z większych rozczarowań, ale po kolei…

Prolog jest mega zachęcający – coś się stało, nuta tajemnicy, śmierć i chaos. Miałam nadzieję, że całość będzie taka, ale nie! Dłużyła mi się niemiłosiernie. Na 120 stronie (1/3 książki) wciąż miałam wrażenie, że czytam wprowadzenie i niestety jeszcze długo się ciągnęło…
I gdzie ten Śmierć?! Miałam obiecany romans ze śmiercią, może nawet jakiś shadow daddy, ale też nie! Te krótkie fragmenty z nim były dla mnie jedynym powodem do kontynuowania, chciałam więcej, o wiele, wiele więcej.
Jak na mój gust w „Belladonnie” jest za dużo rozwodzenia się nad społecznymi konwenansami. I to do tego stopnia, że solidnie przytłaczają jakikolwiek klimat powieści. Niektórzy twierdzą, że gotycki, a ja nie rozumiem na jakiej podstawie… Tak po prawdzie, to wyszło z „Belladonny” takie trochę mroczniejsze wydanie Bridgertonów, tylko że bez tego kopa, który sprawia że ich kochamy.
Wisienką na torcie rozczarowań jest bohaterka, któa boi się swoich mocy. Ja takich nie cierpię, bo jedyne o czym takie myślą, to własne wątpliwości, aż do znudzenia.
Czy przeczytam „Foxglove”? Taaa, nie mam w zwyczaju porzucać serii, a i tak mam ją już kupioną, ale nie polecam „Belladonny”. Czas potrzebny na jej przeczytanie da się spędzić na bardziej porywających lekturach.
Moja ocena: 5/10
„Belladonna” – Adalyn Grace
„Belladonna” tom 1
Wydawnictwo Uroboros
Tłumaczenie Danuta Górska
