Pierwsza Iskra – Justeene Ruston

Nie wiedziałam czego spodziewać się po „Pierwszej Iskrze”, bo nie fatygowałam się z zapoznawaniem z opisem – lubię niespodzianki, a opisy lubią zdradzać za dużo. Strzelałam w jakieś romasidło, tymczasem miło się zaskoczyłam, tzn. romans też się przewija, ale jest to historia dworskich intryg i politycznych sojuszy.

Zacznijmy od głównej bohaterki. Gdy tylko przeczytałam, że jest księżniczką od razu zaczęłam spodziewać się rozkapryszonej smarkuli, która wszystko wie lepiej itd., tymczasem dostałam młodą kobietę, całe życie szkoloną do zostania władczynią i rozumiejącą swoje obowiązki. Może odrobinę zbyt pyskatą i porywczą, ale inaczej ta historia byłaby strasznie nudna, a tak mogliśmy obserwować jak Aricia dorasta do swojej roli, we wręcz nieprzychylnych warunkach. Dostrzega problemy, próbuje je rozwiązać, uczy się i zdobywa doświadczenie. Naprawdę ją polubiłam i to do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam wyć i cieszyć się razem z nią.

Mega też podobał mi się wątek romatyczny. Nie dośc, że enemies to lovers to nie na zasadzie „o ładny! chyba się zakocham” tylko oni zaczęli współpracować, poznali się i uczucie rozwinęło się z tego, a nie durnego zauroczenia wyglądem.

Aricia zostaje wysłana na dwór sąsiadującego państwa by poprzez małżeństwo z królem zawrzeć sojusz. Prolemem jest jednak fakt, że Avolan jest kompletnie odmienny kulturowo od Lavenum z którego pochodzi. I właśnie te różnice zostały bardzo fajnie pokazane – w strojach, tańcach, poglądach, a nawęt języku bohaterów, bo podczas gdy Avolan jest skrajnie religijny, Lavenum pozwala swoim obywatelom na bycie sobą i wybór religii, poglądów i własnej tożsamości.

I tym samym przechodzimy do ostatniej rzeczy o jakiej chciałam wspomnieć. To jest mocno queerowa książka. Jedna z dwórek i najbliższych przyjaciółek Aricii w Lavenum używa zaimków ono/jeno. I zanim mnie zjecie – nikogo nie oceniam, używajcie sobie zaimków jakich checie – piszę tylko o swoich wrażeniach z lektury. Czułam się trochę dziwnie czytając formę „przyjacioło”. Wcześniej z formą nijaką spotkałam się tylko raz i to w ogranczonym zakresie, a tu był to dość istotny aspekt powieści.

Ogólnie jestem zaskoczona jak bardzo mnie wciągnęła. Nie spodziewałam się, że książka w dworskim klimacie aż tak mnie zauroczy, bo nie ma tam nie wiadomo jak porywających przygód, tymczasem złapałam się na szcerej ciekawości. Pomógł też fakt, że polubiłam Aricię i byłam mega ciekawa jak potoczy się jej historia. Drugi tom jest już dostępny, więc lecę czytać. Wprost muszę się dowiedzieć czy uda jej się pogodzić serce i rozum.

Moja ocena 7/10

„Pierwsza Iskra” – Justeene Ruston
„Szwpt ognia i popiołu” tom 1
Wydawnictwo BeYA

Dodaj komentarz