Od czego by tu zacząć…. a wiem, może od: Wow! Ale rozczarowanie!

Mac bezsprzecznie zgarnia miejsce na podium w kategorii tempych i nieogarniętych bohaterek. Jest dosłownie głupia, a jedyne czym się martwi to jej strój i czy kolory do siebie pasują. Do tego jest zbyt cukierkowa i tęczowa. Pasuje tu jak pięść do nosa i przez to jest turbo męcząca.
Sama książka jakby wywalił z niej Mac ma fajny mroczny klimat, z nutą niepokoju, ale co z tego? Pani Landrynka skutecznie go psuje. Niestety fabularnie też nie ma szału. Ja siadając do czytania, po kilku stronach zaczynałam dosłownie ziewać i ją odkładałam. Między innymi dlatego mordowałam ją niemal dwa tygodnie, a takie maleństwo….
To co mnie zaskoczyło, nieprzyjemnie, to fakt, że książka jest z 2006 roku i dosłownie przenosi człowieka do innej ery – gdy technologia dopiero zaczynała się wkradać do naszej codzienności, ale na długo zanim zaczęliśmy żyć z telefonem jak z drugim mózgiem. Ta niespodziewana wycieczka do czasów mojej podstawówki zdecydowanie mi się nie podobała, a wręcz coś się we mnie skręcało na brak GPSa i wzmianki o wypalaniu płyt CD, kafejkach internetowych i rybaczkach…
Do przeczytania „Darkfever”, kompletnie nie wiedząc o czym jest, skłoniła mnie okładka. Miałam nadzieję, że pojąwią się jakieś magiczne artefakty (no i były) i może nawet jakiś shadow daddy, czy ktoś w tym stylu. Burrows mnie jednak solidnie rozczarował – jak dla mnie był wręcz odpychający, a i romansu tu brak!
Podsumowując – są lepsze książki i szkoda na nią czasu. Mam drugi tom, ale możlwie, że nigdy się nie doczeka przeczytania. Coś mi mówi, że obie trafią na Vinted, bo nawet jeśli dalej jest lepiej, to męczarnie jakie zafundowała mi ta część skutecznie mnie zniechęciły.
Moja ocena 3/10 – bo dobrnęłam do końca.
A tu wersja video:
„Darkfever” – Karen Marie Moning
„Fever” tom 1
Wydawnictwo You&YA
Tłumaczenie Agnieszka Bonisławska
