Ha! Ale miałam po niej mętlik w głowie!

Miałam przyjemność czytać „Her Forbidden Alpha” w przepięknym wydaniu z The Butterfly Book Club. Szkoda tylko, że w miękkiej oprawie. Poza samym wyglądem książki do jej przeczytania skłoniły mnie dołączone do boxa ulotki. Wprost musiałam wiedzieć, czy właśnie tak wyglądają bohaterowie. I o zgrozo tak! 🤣 A jeśli nie wiecie o co chodzi zajrzyjcie tutaj, na film z unboxingiem.
A skoro już od wydania zaczęłam to niestety muszę napisać, że choć okładka jest przecudowna, to w środku jest już gorzej. Nie jestem specem od angielskiego, z czytaniem sobie radzę, ale znalazłam kilka dziwnych framentów, wręcz błędów. Sam styl pisania też jakiś dziwny, trochę jakby dziecko to pisało…
Jak na smut przystało, pikantnych scen nie brakuje – i na to właśnie liczyłam. Tylko zanim człowiek zacznie się dobrze bawić dostaje na początku trochę cringu. Myślę, że nie będzie to spoilerem, bo są to dosłownie pierwsze strony, ale uprzedzam – nie chcesz wiedzieć o co chodzi, przeskocz do następnego akapitu. Teraz! Dalej czytasz na własną odpowiedzialność! Główni bohaterowie to przyrodnie rodzeństwo. Nie są ze sobą spokrewnieni przez krew, ale sam fakt na początku człowieka skręca, bo w pierwszym odruchu się taki związek odrzuca. Da się oswoić z tą myślą, lub nawet ją zignorować, bo Scarlet i Elijah tworzą fajny duet i szybko zaczyna się im kibicować.
Sami bohaterowie z wygladu wydają się być kosmicznie sztuczni – dlatego napisałam, że te grafiki są bliższe prawdy niż bym chciała. Miałam jednak problem się z nimi zżyć . Tutaj Red była ofairą przemocy domowej i normalnie bym wyła na sama wzmiankę, a tu nic. Kompletnie mnie nie ruszyło. Zastanawiam się czy to dlatego, że autorka przesadziła z opisem, czy przez sam styl pisania.
Fabuła powtarza pewną dramę, co najmniej o raz za dużo, co staje się wręcz męczące. Trochę jakby nic lepszego nie dało się wymyślić.
Dobra, teraz żebyście mnie źle nie zrozumieli. Ponarzekałam, owszem, ale to nie dlatego, że mi się książka nie podobała, bo było wręcz odwrotnie! Nie mogłam się oderwać, a przerwę na sen zrobiłam tylko dlatego, że miałam następnego dnia jechać 250 km samochodem z dziećmi. Czytałam niemal z jęzorem na wierzchu . Po mimo całego tego cringu i sztuczności bawiłam się przednio. Nawet w pewnym momencie zrobiłam krótką przerwę by się dowiedzieć czy TBBC planuje wydać inne tomy z tej serii. Tyle, że to było zanim zdałam sobie sprawę z tego, że „Her Forbidden Alpha” to pełan historia Red i Elijah. Kolejny tom dotyczny powiązanych z nimi i tą historia postaci. Czy kupię i przeczytam? Nie wiem, bije się z myślami. Decyzję podejmę pewnie dopiero gdy zobaczę projekty kolejnych tomów.
I ostatnie zdanie na koniec, na podsumowanie.
Zajebisty odmóżdżacz, tylko kijowo napisany.
Moja ocena 7/10 – za te niedociagnięcia.
„Her Forbidden Alpha” – Moonlight Muse
„Alpha” tom 1
Wydanie The Butterfly Book Club
