Imperium kłamstw – Anna Czekaj

Chwytliwy tytuł, przyciągająca okładka i ciekawy opis – do sięgnięcia po książkę często wystarczy mi jeden z tych punktów, a „Imperium kłamstw” odhaczyło wszystkie trzy. Jak więc mogłam jej nie przeczytać? Tylko czy wnętrze sprostało moim wysokim oczekiwaniom? Otóż nie, to nie będzie pozytywna recenzja.

Zacznijmy może od tego, że na początku historia wydaje się być trochę zagmatwana, i choć jest to plus, to z czasem tylko trochę się rozjaśnia. Prawdziwym problemem jest to, że znikąd pojawiają się pewne informacje, np. w wypowiedziach bohaterów. Nic wcześniej na to nie wskazywało, a tu nagle bum! I rzucają jakąś wiedzą tajemną. Jak? Skąd? Dlaczego? Wielokrotnie czułam się tak jakbym przeoczyła jakiś rozdział. Nie zliczę ile razy się wracałam doczytywać fragmenty czy cos i nie uciekło, a nawet by sprawdzić numery stron… Niestety to nie były moje błędy.

I chciałabym żeby to był mój jedyny problem z „Imperium kłamstw”, ale to tylko pobożne życzenia. Nie łapałam upływu czasu, Gdy w pewnym momencie pojawiły się informacje, że minął ponad rok, byłam zwyczajnie w szoku. Co tam się podziało? Jakiś cudem przeskoczyłam pół książki?

Fabuła jest rozrzucona po wielu miejscach, wiele kolejnych jest wspomnianych, ale brak w książce mapki. Mi osobiście w takim mega ciężko się śledzi losy bohaterów jeśli nie mogę sobie zerknąć o czym wspominają. Żeby było śmieszniej, główna bohaterka nie raz wspomina, ze zna mapy na pamięć, a ja wtedy myślałam: „taaa, ja też bym chciała…”.

Najgorsi są z tego wszystkiego bohaterowie. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że czytam o bandzie dzieciaczków bawiących się w wojnę z ciotką i próbujących jej zrobić na złość. Cała decyzyjność upchnięta w jedną nadętą postać, a cała reszta to jakieś szare męczące tło. Elena w szczególności – jękliwa, marudna, niezdecydowana i rozkapryszona paniusia.  Jak dla mnie odpychająca i męcząca banda. Jedynie Czerwona Królowa mi się podobała (ta zła), bo miała choć trochę ikry.

Prawdę powiedziawszy gdyby nie to, że czytałam ją w ramach współpracy barterowej, to bym jej nie domęczyła. Byłby DNF – a ja prawie nie porzucam książek. „Imperium kłamstw” przez te wszystkie wymienione wcześniej elementy solidnie zabijało we mnie chęć czytania, czegokolwiek.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za egzemplarz do recenzji.

Moja ocena 2/10, bo ją domęczyłam.

„Imperium kłamstw” – Anna Czekaj
„Saga o Białym Kamieniu” tom 1
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Dodaj komentarz