Czy idiotyczna, bo nie wiem jak ją inaczej określić, książka może sprawić radochę i wciągnąć na cały dzień? Oczywiście, że tak! Dzisiaj o dziwie jakim jest „Filthy Rich Vampire”.

Piękna okładka, intrygujący tytuł oraz chęć na powieść z wampirami – to wszystko co mnie skłoniło do sięgnięcia po „Filthy Rich Vampire”. Nie spodziewałam się pozycji na miarę nagrody Nobla, tylko potrzebowałam odmóżdżenia. Wstrzeliłam się idealnie!
Fabularnie? Nie oszukujmy się – lipa, ale nie o fabułę tu chodzi a o romans. To jest taki „Zmierzch” dla dorosłych 😁. Nagłe i szalone uczucie. Thea, główna bohaterka, jest trochę za bardzo zafiksowana na punkcie utraty dziewictwa i wykazuje brak jakiegokolwiek rozsądku gdy dowiedziała się o istnieniu wampirów (przecież napisałam, że taki „Zmierzch”), ale raczej nie przeszkadza to w lekturze. Czyta się szybko i, o dziwo, wciąga. Przynajmniej mnie wciągnęła. Jest trochę śmieszna, ale w pozytywnym znaczeniu. Jednocześnie jest to książka, do której przeczytania jeszcze kilka lat temu bym się głośno nie przyznała – czyste guilty pleasure i wchodzi jak złoto.
Uczciwie przyznaję, że od ręki złapałam za drugi tom z myślą, że sen nie zając – nie ucieknie.
Moja ocena 7/10 – to nie jest literatura wysokich lotów, ale świetnie się bawiłam, a to wszystko czego mi trzeba.
„Filthy Rich Vampire” – Geneva Lee
„Filthy Rich Vampires” tom 1
Wydawnictwo Papierowe Serca
Tłumaczenie Milena Halska
