Czy czytając zauważacie zmiany w tłumaczeniach?
Ja jeśli nie czytam książek ciągiem to przeważnie nie, ale w „Filthy Rich Vampires”, które czytałam niemal ciągiem, zmiana nastąpiła w dość istotnym miejscu i absolutnie doprowadzało nie to do szału! Sprawa jest o tyle gorsza, że „Na wieczność” tłumaczyła ta sama osoba! Ok, mógł się też oryginał zmienić, ale nie mam jak porównać, więc zakładam zmianę w tłumaczeniu. W trzech pierwszych tomach był dwie więzi między bohaterami – wieczna i godowa, a w czwartym tomie wieczna stała się godową, co kompletnie nie miało sensu. Całe szczęście z kontekstu dało się wyciągnąć, o którą aktualnie chodzi, ale wewnętrznie krzyczałam za każdym razem gdy widziałam błąd. A rzuca się to w oczy tym bardziej, że „Na wieczność” zaczyna się dwoma ostatnimi rozdziałami „Trzech królowych” i to nie jest ten sam tekst! Dość o tym…

Zakończenie nastąpiło zadecydowanie za szybko i niestety nie chodzi o to, że chciałam zostać w tym świecie na dłużej. Trochę jakby autorce brakło pomysłów, a skoro wątek Thei i Juliana jest jako tako zamknięty to niby ma być git. No cóż, nie jest!
Moje zauroczenie serią umarło jak niektóre wątki – nie wiadomo kiedy. Serio, widzisz, że się książka kończy, a tu jest jeszcze masa rzeczy do wyjaśnienia. Autorka ugryzła trochę za dużo, by wszystko ładnie podomykać.
Jak w trzecim tomie „Filthy Rich Vampires” miałam jeszcze nadzieję, że finał mnie porwie i uratuje całość, tak lektura „Na wieczność” zabiła wszelkie mrzonki i obawiam się, że również moje pierwotne upodobanie do cyklu.
Moja ocena 4/10
„Na wieczność” – Geneva Lee
„Filthy Rich Vampires” tom 4
Wydawnictwo Papierowe Serca
Tłumaczenie Milena Halska
