Czy często zdarza Wam się DNF? Przyznaję, że ja porzucam książki ekstremalnie rzadko, ale będzie trzeba to zmienić. Szkoda mi czasu na słabe lektury, gdy tyle innych czeka. Dzisiaj o moim ostatnim DNFie, czyli „Opowieściach z Blarnii” – tak Blarnii. Jest to parodia „Opowieści z Narnii”.

Uwielbiam parodie! Te filmowe mogłabym oglądać w kółko, a moim top jest „Poznaj moich Spartan”, i liczyłam że i przy książkowej będę się równie dobrze bawić, tym bardziej, że kiedyś czytałam parodię „Zmierzchu” („Zmrok”) i nie była zła. Jak bardzo się przeliczyłam wiem tylko ja. Zacznijmy może od tego, że nie mogłam się pozbyć z głowy filmowej parodii i czytając wyobraźnia podsuwała mi tamtych bohaterów. Okazuje, się, że na początku właśnie to ratowało „Opowieści z Blarnii”, bo gdy tylko się otrząsnęłam ze skojarzenia z filmem, dotarło do mnie co mam przed oczami. Było tam kilka żartów, z których się szczerze uśmiałam, ale cała reszta była zwyczajnie żenująca, a ja potrzebowałam co kilka rozdziałów odpocząć, bo przestawałam trawić ten tekst. I jakby było mało, że książka próbowała być zabawna, a wyszła żałosna, autor postanowił tam jeszcze wsadzić dialogi narratora z bohaterami, np. poganiane ich itd. Nie dałam rady, moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze. Zostanę przy filmie – „Wielkie kino” i tak to już na zawsze będzie dla mnie jedyna akceptowalna parodia „Opowieści z Narnii”, nawet jeśli też ma gorsze momenty.
Moja ocena 1/10 – DNF
„Opowieści z Blarnii. Lewa ladacznica i stara szafa” – Michael Gerber
Wydawnictwo MAG
Tłumaczenie Jacek Drewnowski
