Mam ją w wersji papierowej – w tym wydaniu z malowanymi brzegami, ale absolutnie nie mogłam się do niej zmusić. Za to przeczytał ją mój mąż! No i namawiał, i namawiał, i namawiał… więc włączyłam audiobooka.

Rozumiem skąd taki szał na tą książkę i dlaczego tak przemawia do młodych czytelniczek. Niech pierwsza rzuci kamieniem ta z nas, która nie chciała mieć starszego, nadopiekuńczego brata. Myślę, że najlepiej tu mnie zrozumieją pierworodne, które mają młodsze rodzeństwo (w szczególności braci) jak ja. Zróbmy z tego pragnienia 5 takich braci, czternastoletnią bohaterkę, życie w luksusie, zakazaną pierwszą miłość i trochę tajemnicy wokół rodziny no i mamy hicior! Niestety hicior w grupie wiekowej, w której wyrządza największe szkody. A dlaczego tak uważam? Bo 13-15 lat to jeszcze dzieci (które właśnie się oburzyły za to określenie) i boję się, że mogą uznać zachowania i postawy prezentowane w książce za właściwe, a przynajmniej nieszkodliwe, bo co jest złego w dbaniu o swoją rodzinę? Okazuje się, że dużo, jeśli przedstawi się to w tak przerysowany sposób. Opiekuńczość? Jasne! Ale nie inwigilacja, ograniczcie kontaktów z ludźmi i zastraszanie. To już nie jest opiekuńczość, a przemoc psychiczna. W książce pojawia się jeszcze przemoc fizyczna i brak jakichkolwiek konsekwencji jej użycia.
Ja osobiście wolałabym, żeby moje córki się do „Rodziny Monet” nie dobrały wcześniej niż w wieku 16 lat, ale jednocześnie wiem, że trzeba uwzględnić ich aktualny stan rozwoju, więc numerek nie do końca jest wyznacznikiem. Jednak niezależnie od tego w jakim wieku ją przeczytają (o ile w ogóle!) zamierzam odbyć z nimi rozmowę o tym co jest złe i dlaczego, ale też dlaczego jest to takie kuszące w powieści i o to apeluję do innych rodziców – bądźcie świadomi co czytają Wasze dzieci. Najlepiej czytajcie to samo i dyskutujcie, a jeśli nie, to chociaż zaglądajcie do internetu po opinie o książkach. To da wam wystarczająco jasny pogląd na to co powinniście wiedzieć.
A teraz jak już mam za sobą temat bez którego nie opublikowałabym tej recenzji przejdźmy do mojej opinii o samym „Skarbie”, odkładając na bok moje uwagi odnośnie grupy odbiorców.
Mój największy problem (chyba jedyny) z „Rodziną Monet” to wiek Hailie. Gdy ją poznajemy ma 14 lat. Dla mnie to dzieciaczek z gimnazjum, więc zwyczajnie mi się gryzie z toksycznym środowiskiem i rodzinką prowadzącą szemrane interesy. Jakbym dostała tu starszą bohaterkę, tak 17/18 lat, pewnie sama pochłonęłabym całą serię, bo co jak co, ale świetnie nawiązuje do kobiecych fantazji. A zauważcie, że starsza bohaterka, romans – mniej lub bardziej pikantny, zgłębić niektóre elementy historii i „Rodzina Monet” mogłaby dostać plakietkę „dark romance”. Niestety tak jak jest, drażni mnie w Monetkach dziecko narażone na niebezpieczeństwo. Jednak ta „skrzywiona” część mnie jest ciekawa co będzie dalej… i zapewne przesłucham pozostałe części.
Moja ocena 4/10
Bardzo skrócona opinia mojego męża: „Rodzina Monet” to jest Gray dla nastolatek. I tak jak Gray był o potrzebach fizycznych kobiet, tak Monety są o ich potrzebach psychicznych.
„Rodzina Monet. Skarb” – Weronika Anna Marczak
„Rodzina Monet” tom 1
Wydawnictwo You&YA
