Zaliczyliście już jakieś książkowe rozczarowanie w tym roku? Ja niestety tak, i to na początku lutego!

„Silverlight Heir” to miał być porywający odmóżdżacz. Wolf shifter romance i to w dodatku z RH. Miałam się do niej przyssać, przeczytać z prędkością błyskawicy i zostać z myślą, że potrzebuję kolejnego tomu na wczoraj. Generalnie miało mnie srogo sponiewierać.
Niestety dostałam srogie rozczarowanie.
Zaczynając od relacji głównej bohaterki ze swoim towarzyszem i strażnikami, która kompletnie nie odpowiadała temu co było o niej napisane na początku powieści, przez dwudziestoletni age gap 🤢 i całą powieść skomlenia wszystkich zainteresowanych, bo poza towarzyszką, koleś planował dotrzymać umowy małżeńskiej z inną. Normalnie flaki mi się wywracały. Około 20 ostatnich stron zaczęło iść w kierunku jakiego bym się spodziewała, ale to za mało by uratować całość.
Treść tej książki jest równie koszmarna jak piękne jest to wydanie z Romance Cartel
Moja ocena 1/10, bo mniej się nie da….
„The Silverlight Heir” – Emma Cole
„Dominion” tom 1
Romance Cartel edition
