Czy jest coś gorszego dla książki od recenzji w której nie wiadomo co napisać, bo była taka nijaka?

„House of Gilded Nightmares” w wydaniu Fabled Co jest absolutnie przepiękna (spójrz tutaj), a że ja wybieram książki oczami to liczyłam na coś porównywalnie zachwycającego w środku. Niestety… Pierwszy tom „Dark Fae Guardian” to odgrzewany kotlet. I nie byłoby to problemem, gdyby był napisany ciekawie, ale nie jest. On jest nijaki, ona irytująca (chyba, że lubicie 21-latki z mentalnością napalonej nastolatki). Sam świat też się jakoś szczególnie nie wyróżnia. Tej książce brakuje chemii między bohaterami, a im samym brakuje uroku, który sprawia, że chcemy im kibicować, a ich losy nas obchodzą.
Zakończenie było zbyt idealne, ale oczywiście ze sobą nie rozmawiali i jest foch, a więc to co miało być happy endem jest zapowiedzią kolejnego tomu. Przeczytać się to da, ale jest to solidny średniaczek i zwyczajnie szkoda czasu, są lepsze książki.
Moja ocena 4/10
„House of Gilded Nightmares” – Aurora Grey
„Dark Fae Guardian” tom 1
Wydanie Fabled Co
