Zabrałam się za „A Feather so Black” Lyry Selene, żeby się dowiedzieć, czy kupować kontynuację z Fairy Loot i teraz jak już ją przeczytałam to uważam, że tak, trzeba ją kupić.

Jak zdecydowana większość książek dzisiaj „A Feather So Black” powtarza pewne schematy, jednak historia i bohaterowie byli tak wciągający, że byłam zajęta kibicowaniem zamiast roztrząsaniem, że „to było do przewidzenia”. I już to powoduje, że mam dobrą opinię o książce. Do tego jest oparta na folklorze irlandzkim. Co prawda jest przez to trudna językowo, i to pomimo słowniczka (który zauważyłam za późno). Niemniej jednak choć nie potrafiłam przełożyć niektórych słów czy magicznych stworzeń na obrazy to moja wyobraźnia miała nie lada pole do popisu uzupełniając luki. Magia i baśniowość całej historii sprawiły, że powinno trudności czytałam ją z przyjemnością. Irian reprezentuje twój ulubiony typ męskiego bohatera i patrząc po wyklejce nie mogłam się doczekać aż się pojawi i pogoni blond książątko o usposobieniu zakochanego szczeniaczka.
Uczciwie przyznaję, że chyba nie zrozumiałam zakończenia pierwszego tomu i mam nadzieję, że drugi mi je rozjaśni. Liczę też na to, że kontynuacja nie okaże się klapą.
Moja ocena 7/10
A jeśli chcecie się bliżej przyjrzeć książce zapraszam do posta z unboxingiem!
„A Feather so Black” Lyra Selene
„Fair Folk” tom 1
Wydawnictwo Orbit
Edycja FairyLoot
