„Lupus Magnus” została mi polecona w ramach wyzwania 12 znajomych, 12 książek i bardzo mnie to cieszy! Patrząc na opis – zdecydowanie moje klimaty, ale sama zwyczajnie nie zauważyłabym tej książki w masie innych, bardziej przyciągających uwagę okładek.

Już od pierwszych stron spodobała mi się główna bohaterka – inteligentna babka z szacunkiem do siebie. Co prawda zaliczyła później kilka wątpliwych decyzji – jedną w szczególności – ale mnie nie drażniła. Fabularnie też mi się podobało. Tylko właśnie: śledzimy sobie Łucję, jak odkrywa tajemnice Watahy, ale mam wrażenie, że nie dostajemy zarysu kierunku, w którym zmierza całość – jakiejś większej afery. A przynajmniej ja nie wyłapałam jednego konkretnego wątku, tylko kilka pomniejszych.
A że jest to moja subiektywna recenzja, to wspomnę o elemencie, który wprowadzał mi straszny zgrzyt. Ja rozumiem – wizja autorki, twórczość własna itd. – ale żeby omegę zrobić królem/cesarzem wilków? Od kiedy?
Książka jest opisana jako 16+, ale ja bym dużo dała, żeby była 18+ i poszła w kierunku wolf shifter romance – jestem pewna, że wtedy nie mogłabym się od niej oderwać. W aktualnej formie na jakąś szaloną pikanterię nie ma co liczyć, choć Łucja nie stroni od związków.
Tutaj jeszcze wspomnę, że rozdziały są podzielone na mniejsze części, co trochę sprawia wrażenie mało płynnej narracji. Ja jednak, po przemyśleniu sprawy, takie podejście – „konkretnie i do celu” – uznałam za atrakcyjne i nie miałam wrażenia, że stoję z lekturą w miejscu.
Podsumowując ten za długi wywód – „Lupus Magnus” jest lekka i wciągająca, a choć do ideału jej trochę brakuje, to fajnie mi się ją czytało i zdecydowanie planuję sięgnąć po kolejny tom już niedługo.
Moja ocena: 6/10.
„Lupus Magnus” – Magda Krupa-Szlama
„Wataha” tom 1
Wydawnictwo Wiedźmi Las
