A Fire in the Sky – Sophie Joradan

Całe szczęście z góry nie nastawiałam się na żaden szał, więc i się nie rozczarowałam, ale o A Fire in the Sky trzeba powiedzieć najważniejsze – jest oklepana i ma problemy ze spójnością.

Myślę, że większość osób, które trochę więcej czytają fantasy z romansem/romantasy czy innych podobnych gatunków, zgodzi się tutaj ze mną. Osoby, które czytają mniej albo dopiero zaczynają swoją przygodę z tymi podgatunkami fantasy, zapewne będą bawiły się lepiej. Dla mnie jednak nie było tutaj nic nowego. Nie nawiązałam też żadnej emocjonalnej relacji z bohaterami – nie potrafiłam się przejąć ich historiami, bo z góry przewidywałam, dokąd to wszystko zmierza. I chociaż po drodze nie wszystko szło dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam, to prędzej czy później historia i tak wracała na swoje przewidywalne tory.

Żeby jednak nie było, że zupełnie nic w niej nie znalazłam – znalazłam… problemy!

Po pierwsze – smoki. Niby są, ale nie ma ani jednego pełnego opisu tych stworzeń. Autorka raz odnosi się do nich jak do większych ludzi z łuskami i skrzydłami, a innym razem opisuje je jak klasyczne smoki znane nam z innych książek – tyle że oba te obrazy kompletnie się ze sobą nie łączą. A przynajmniej nie łączyły się w mojej wyobraźni, zwłaszcza po tym, jak napisane były sceny z ich udziałem.

Po drugie – autorka jest niekonsekwentna. Jeśli jedna dziewczyna-smok wywołuje u zwierząt konkretne reakcje, to inni ludzie-smoki też powinni. Jasne, da się to potem wyjaśnić w kolejnym tomie jakimś naszyjnikiem, zaklęciem czy innym badziewiem, ale skoro od początku jest oczywiste, kto jeszcze jest smokiem (bo „hinty”, które autorka podrzuca, to bardziej głazy niż subtelne okruszki informacji), to zgrzyta to mocno w trakcie lektury.

Trzecim moim problemem było słownictwo przy scenach erotycznych. Polskie opisy niemal zawsze wywołują u mnie zażenowanie – nie wiem, dlaczego nie można napisać pewnych rzeczy wprost, tylko używać dziwnych, niepasujących określeń… Ale chyba jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się to przy anglojęzycznej książce – aż do A Fire in the Sky. Ughhh… szkoda słów.

Skoro już się nad wszystkim pastwię, to jeszcze krótko o głównej bohaterce. Dziewczyna potrafi być naprawdę męcząca. Jej zachowanie w dużej mierze wynika z „prania mózgu”, które przeszła dorastając, ale to, jak często powtarza swoją motywację, potrafi doprowadzić do nerwicy.

Ogólnie… nie ma jakiejś wielkiej tragedii. Jakby nie patrzeć – przeczytałam całość. Czy dało się w tym czasie przeczytać coś lepszego? Jasne! Jednocześnie jednak nie żałuję czasu, jaki na nią poświęciłam. Odradzałabym jednak lekturę A Fire in the Sky bardziej „zaawansowanym” czytelnikom.

Moja ocena 4/10

„A Fire in the Sky” – Sophie Jordan
„A Fire in the Sky” tom 1
Wydawnictwo HQ
Edycja FairyLoot

Dodaj komentarz