Czy zdarzyło się Wam zacząć książkę jeszcze raz, bo nie byliście pewni, czy to Wy przeoczyliście istotne informacje, czy zwyczajnie nie zostały podane wtedy, gdy miałyby najwięcej sensu?

Ja uwielbiam czytać wieczorami – to mój sposób na relaks po całym dniu. Zwykle jestem pewna tego, co czytam, ale ostatnio miałam kilka tak szalonych dni, że zaczęłam wątpić we własne możliwości przetwarzania informacji. Efekt? Po raz pierwszy w życiu, po 132 stronach, zaczęłam książkę od nowa.
I w sumie się cieszę, że podeszłam do „Pani Ciemności” ponownie. Z jednej strony upewniłam się, że to nie ja przeoczyłam istotne informacje, a z drugiej – znając już trochę bohaterkę – mogłam inaczej spojrzeć na pierwsze wydarzenia. Dobra, ale po kolei!
„Pani Ciemności” to historia Irae, na co dzień zajmującej się polowaniem na demony w mieście Ash, która pakuje się w środek wojny w wyniku przysługi dla przyjaciela.
Irae ma bardzo sarkastyczny i wręcz zgryźliwy sposób bycia. Niestety, chwilami miałam wrażenie, że było to trochę wymuszone, ale poza tym pasowało do bohaterki. Zanim jednak zdałam sobie sprawę, że ona po prostu taka jest, pierwsza rozmowa ze Śmiercią wydała mi się sztuczna. Za drugim czytaniem wypadła już o wiele lepiej.
Chyba największym problemem „Pani Ciemności” jest bardzo słabo zarysowany świat, a nawet sama postać Irae. W trakcie czytania pojawiają się informacje o innych długowiecznych i o innych królestwach czy wymiarach – nawet nie wiem, jak to nazwać – ale bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, jak one względem siebie funkcjonują, czy czym właściwie są, poza samą nazwą. Dokładnie tak samo jest z Irae – dopiero w połowie książki pojawia się wzmianka, że nie pamięta swojej przeszłości. Dla mnie to zdecydowanie za późno (zdążyłam nawet zanotować brak takiej informacji), bo gdyby pojawiła się wcześniej, nadałaby całości lepszy kontekst.
Irae ma bardzo sarkastyczny, wręcz zgryźliwy sposób bycia. Momentami miałam wrażenie, że jej cięte uwagi były trochę wymuszone, ale generalnie pasowało mi to do postaci. Pierwsza rozmowa ze Śmiercią wydała mi się sztuczna, ale przy drugim czytaniu odebrałam ją już znacznie lepiej.
Zanim przejdę do pozytywów, czepię się jeszcze jednej rzeczy. Strasznie mnie uwierało, że po zaledwie jednym spotkaniu Irae zachowywała się tak, jakby kogoś znała o wiele dłużej. To samo pojawiło się w przypadku Grety i Sio – i było to strasznie nienaturalne. Pierwsza taka akcja zdezorientowała mnie do tego stopnia, że postanowiłam zacząć książkę jeszcze raz, przy drugiej już machnęłam ręką. Trochę nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w „Pani Ciemności” zabrakło pewnej płynności w narracji.
Na szczęście im dalej, tym lepiej. Mimo że początek był nieco niemrawy, a ja chwilami czułam się zagubiona, całość ładnie się połączyła w finale. Z każdą stroną coraz bardziej wciągałam się w historię łowczyni demonów. Szczerze mówiąc, te kilka wzmianek o jej przeszłości sprawiło, że jestem bardzo ciekawa, co mogłoby wydarzyć się dalej i kim naprawdę jest Irae.
Ogólnie jest to książka z fabularnym potencjałem, ale trochę słabo dopracowana pod względem narracji. Jednocześnie, pomimo jej mankamentów, absolutnie nie żałuję czasu, jaki na nią poświęciłam. Chciałam przeczytać coś innego, bez romansu – i właśnie to dostałam. Jeśli kiedykolwiek pojawi się kontynuacja, sięgnę po nią z przyjemnością, bo zwyczajnie ciekawi mnie, co będzie dalej. Liczę jednak na trochę lepiej poprowadzoną narrację, jednak nie jest to dla mnie tytuł z serii „must read”.
Moja ocena 6/10
Dziękuję Wydawnictwu Nyks za egzemplarz książki do recenzji.
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA]
„Pani Ciemności” – Milena Krystera
Wydawnictwo Nyks
