Dziękuję autorce Ann I. Parker oraz wydawnictwu Possire za e-booka do recenzji.
Echa klątwy obiecywały mi wszystko, co ostatnio uwielbiam – niechętną sobie czarownicę i wilka związanych przeznaczeniem i klątwą, gorący romans i porywającą historię będącą jednocześnie czystym guilty pleasure 🔥

Jeśli chodzi o tematykę i klimat, to dostałam dokładnie to, co sugerowały okładka i opis – mój ostatnio ulubiony typ historii. Obawiam się jednak, że na tym kończą się pozytywy, jakie mogę o Echach klątwy napisać.
Pierwsza część serii #mokrebajki to baaardzo krótkie opowiadanie. Szczerze mówiąc, nawet zastanawiam się, czy mogę to tak nazwać 🤔 bo właściwie miałam wrażenie, że czytałam pierwszy draft pełnej powieści 🙈. Mam nadzieję, że to faktycznie zapowiedź czegoś większego, bo ilość luk tutaj jest przytłaczająca.
Jak można się domyślić, mała objętość książki oznacza, że o samym świecie dowiemy się niewiele. To akurat bywa typowe dla fantasy romansów, które skupiają się głównie na wątku miłosnym, a fabułę traktują jako tło – i nie mam z tym problemu, o ile te elementy są spójne. Tutaj świat został zarysowany bardzo pobieżnie, ale uwagę i tak odciągają inne problemy.
Bohaterowie przeskakują między emocjami – od obojętności, przez nienawiść, aż po gorącą miłość – bez żadnego wyjaśnienia czy rozwoju relacji. Ba! Czasem nawet w ramach jednej sceny 😅. Do tego dialogi są kosmicznie sztywne i nienaturalne.
Pod względem fabuły mamy „wielką klątwę”, która rzekomo ma wystawić bohaterów na ogromne wyzwania. W praktyce dostajemy jedno wydarzenie, które wywołało u mnie mieszankę śmiechu, rozczarowania i zażenowania – i to właściwie tyle. Spotkanie z negatywnie nastawionymi wiedźmami miało być punktem kulminacyjnym, a wyszło… nijak.
I tak, wiem, że narzekam – ale jeśli przerobić tę historię na pełną powieść, uzupełnić luki i rozpisać ją jeszcze raz, to z ogromną przyjemnością bym ją przeczytała. To jest dokładnie moja bajka. Ale w tak krótkiej formie… wyszło, jak wyszło.
Moja ocena: 2/10
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA]
