Czy jest coś lepszego niż brak wysokich oczekiwań wobec książki, która koniec końców okazuje się świetną rozrywką?

Z góry nastawiałam się, że Falling Shadows to będzie lekki odmóżdżacz z romansem w świecie fantasy – bez większych nadziei. Tymczasem dostałam całkiem fajnie zbudowany świat z tajemnicami i walniętą rodzinką: złym ojcem, jeszcze gorszym bratem i mamusią, z którą też coś jest mocno nie tak.
Fabularnie mamy tu wszystko: przepowiednie, ukryte moce, akademię dla magicznych wojowników – Basgiath będzie tu całkiem niezłym porównaniem, tyle, że uczniowie posiadają moce bez smoków.
Czytało mi się to świetnie. Romans (a mamy tu RH!) nie przytłacza fabuły, a jednocześnie każdy z bohaterów dostał trochę miejsca dla siebie.
Ja już zamówiłam kolejne tomy i z przyjemnością po nie sięgnę, gdy tylko dotrą. Jestem mega ciekawa, co wydarzy się dalej!
Moja ocena 7/10
