Ale sztuka! Kolorowanie po numerach

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] z wydawnictwem Nasza Księgarnia.

QOTD: Jak wy malujecie po numerach? Wypełniacie wszystkie pola jednym kolorem, zanim przejdziecie do kolejnego, malujecie pola po kolei, czy macie jakąś własną metodę?

Ja preferuję jeden kolor na raz i to w podanej kolejności.

Kolorowanie po numerach w takiej czy innej formie towarzyszy mi od dziecka — czy to po faktycznych numerach, czy kształtach, czy kolorowych kropeczkach — i zawsze sprawiało mi masę frajdy. Uczciwie przyznaję, że nigdy nie byłam najlepsza w komponowaniu kolorów i uczę się tego dopiero teraz, jako dorosła bawiąca się w kolorowanie.

A że talentu artystycznego również nie posiadam i o stworzeniu własnego rysunku nie ma mowy (chyba że mówimy o ludziku z kresek 😅), to nie mogłam przepuścić okazji na zabawę z „Ale sztuka! Kolorowanie po numerach”. W końcu szansa na obrazki godne znanych artystów – bo przecież już do nich należą.

Największa trudność? Dopasowanie kolorów do wzornika! Nie zdawałam sobie sprawy, że mając zestaw 262 markerów, nadal nie wybiorę idealnego odcienia! Ale z drugiej strony — nic straconego. Nieidealny kolor to jednocześnie mój własny twist. A przy okazji zrobiłam się ciekawa… co jeśli podmienię kolory całkowicie? Ofiarą moich eksperymentów padła Mona Lisa. Nie jestem fanką oryginału 🤷‍♀️ więc kusiło mnie jeszcze bardziej. I nie dość, że miałam frajdę z samego kolorowania, to doszło do tego połączenie niepewności i ekscytacji: co z tego wyjdzie? Bawiłam się przednio 😁

Z 30 ilustracji wypełniłam na razie dwie — markery w ręce, słuchawki na uszach i audiobook w tle. Ja sobie lepiej spędzonego czasu nie wyobrażam. A o relaksie po całym dniu nawet nie wspominam.

Podsumowując: zero talentu, dużo markerów, jeszcze więcej radości. Polecam każdemu, kto chce poczuć się jak artysta, ale bez stresu, że coś „zepsuje” 😄

Dodaj komentarz