Infernum – Kristen Dovnik

QOTD: Jaka książka ostatnio sprawiła, że pomyśleliście: „Co ja właśnie przeczytałxm?!”

U mnie był to Infernum Kristen Dovnik. I… cóż za chaos.

Zacznijmy od plusów, bo jest ich mniej. Książka wyciągnęła mnie z czytelniczego zastoju. I na tym właściwie kończą się pozytywy 🙈

Przejdźmy więc do tej mniej optymistycznej części.

Inspiracje mitologiczne są tutaj kompletnym miszmaszem. Jestem przyzwyczajona, że autorzy wybierają jeden panteon albo — jeśli łączą kilka — robią to w sposób przejrzysty i sensowny. Ale tutaj? Dostajemy greckich bogów ze skrzydłami (na Olimpie białe, w Podziemiu czarne — cliché level hard). Więc… bogowie czy anioły? 🤔 A kogo to obchodzi! Dorzućmy jeszcze demony z wierzeń katolickich, bo przecież chaosu nigdy za wiele.

Fabuła przypomina fragment jakiejś odwiecznej telenoweli, ale zdecydowanie bardziej w klimatach dark. Tylko że bez jakiegokolwiek wytłumaczenia: co, jak i dlaczego. Backstory praktycznie nie istnieje. W sumie to większość tej książki to s3ks w takiej lub innej formie, z tym lub tamtym…

Rozumiem, że tłumaczenia potrafią mieć błędy, ale książka napisana oryginalnie po angielsku… też z błędami? To już wyższy poziom. Bo jak w angielskim jest słowo z th w środku, ale tego h brakuje, to już mamy inne słowo… To tak dla przykładu…

Całość czyta się szybko (moje wydanie ma ogromną czcionkę XD), ale niestety bez ekscytacji i radości. Po prostu zbyt wiele rzeczy tutaj nie ma sensu.

A najgorsze jest to, że chciałabym wiedzieć, co będzie dalej… ale nie zamierzam się skazywać na kolejną taką mordęgę.

Ocena: 2/10 — bo przeczytałam.

Dodaj komentarz