Psychozmienni – Jasmine Mas

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Z Editio Red

Po Blood of Hercules Jasmine Mas miałam ogromne oczekiwania wobec Psychozmiennych… i aż trudno mi opisać, jak bardzo jestem rozczarowana lekturą. Gdybym mogła wszystko zrzucić na tłumaczenie, pewnie byłoby mi łatwiej to przełknąć, ale niestety tak nie jest. Ta książka pozostawia wiele do życzenia właściwie pod każdym względem, co tym bardziej boli, bo motywy i tematyka to dokładnie mój konik.

Ogólnie czytało się ją całkiem w porządku — ani jej nie męczyłam, ani nie musiałam się zmuszać do dalszej lektury. Jednocześnie jednak nie czerpałam z niej większej przyjemności, a o jakiejkolwiek ekscytacji nie ma nawet mowy. 😐

Zacznę od świata przedstawionego, bo to fundament tej historii, a jednocześnie jej najsłabszy element. O samym świecie dostajemy bardzo mało informacji. Część wyjaśnień pojawia się później, bo jest powiązana z tajemnicą fabularną, ale to, co na początku otrzymuje czytelnik, to totalny chaos. 🤯

Wygląda to trochę tak, jakby zabrakło spójnej koncepcji, a poszczególne elementy były dorzucane ad hoc z nadzieją, że „jakoś się zepnie”. Przykłady? Telefony komórkowe – ktoś ukradł je ze świata ludzi. Oooookeeej… ale jak one działają? Skąd zasięg? Jak się je ładuje? Bohaterowie mają też broń automatyczną, a jednocześnie ogrzewają pomieszczenia kominkami i przemieszczają się konno. Trudno tu dostrzec jakąkolwiek logikę czy spójność.

Kolejna kwestia to bohaterowie. Uczciwie przyznaję, że męska część tej książki kompletnie mnie nie kupiła. Cytując książkę są to „alfa-dupki” i niestety jest to boleśnie trafne określenie.
Lubię motyw, w którym bohaterowie przechodzą od niechęci czy nawet nienawiści do obsesji, ale tutaj ich zachowanie było dla mnie zwyczajnie odpychające. Ich wygląd też mnie nie przekonał (a jak za długo zaczynałam nad tym myśleć to i ich opisy i proporcje traciły sens).

Za to podobała mi się główna bohaterka i jej tryb odrętwienia. Jej wewnętrzny głos po „wyłączeniu” emocji był świetny. W sumie dość mocno kojarzył mi się z Alexis z Blood of Hercules. A im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej mam wrażenie, że Sadie i Alexis są do siebie bardzo podobne.

Ostatnia rzecz, której nie mogę przemilczeć, to tłumaczenie. To druga książka tego tłumacza, którą czytam — i też nie potrafię jej strawić.
Po pierwsze, mam wrażenie, że brakuje tu wyczucia pisarskiego. Samo przełożenie angielskiego na polski to niestety za mało — tekst powinien jeszcze brzmieć naturalnie i płynnie.
Po drugie, styl jest kompletnie niespójny. Przechodzimy od wulgaryzmów do zdrobnień, których spodziewałabym się raczej po dziecku, by chwilę później trafić na słownictwo brzmiące niemal archaicznie.

Osobiście uważam, że odbiór tej książki mógłby być znacznie lepszy, gdyby była lepiej napisana albo przynajmniej solidnie zredagowana. Znalazłam też literówki….

Szczerze mówiąc, mam ogromny problem z oceną tej książki. Z jednej strony nie wymęczyłam jej i jestem ciekawa, co wydarzy się dalej, a z drugiej — mam naprawdę sporo zastrzeżeń. Jeśli jednak zdecyduję się sięgnąć po kolejne tomy (a pewnie tak będzie), to zdecydowanie przeczytam je po angielsku.

P.S.
Wspomnianą przez mnie książką tłumaczoną przez tą samą osobę był Król Umbry. Tam słowo „bullshit” zostało przetłumaczone jako „terefere” — sprawdziłam to w angielskim wydaniu. W Psychozmiennych „terefere” pojawia się ponownie… a ja nie mam jak sprawdzić oryginału.

Dodaj komentarz