Moja mała? kolekcja gier

Od kiedy pamiętam uwielbiałam grać w gry planszowe. Jako dzieciak, grywaliśmy z bratem i rodzicami głównie w takie, gdzie się rzucało kością i przesuwało pionek. Mieliśmy Chińczyka, Rajd samochodowy i Ślimaka czy grę Cross (wyd. Adamigo), a u dziadków wiekowe Grzybobranie i dwie inne gry, których nazw nie pamiętam. W domu był też Master Mind i Okręty, gry naszego taty, które też już miały swoje lata. Często grywaliśmy też w warcaby, skoczka i gry karciane. Wraz z naszym wiekiem i kolejnymi prezentami gry trochę ewulowały. Od dziadków dostałam Na ryby, od rodziców Tajemnice Oceanu i Wir. Największą furorę i to na lata zrobił Eurobusiness, który jednego roku znaleźliśmy pod choinką. Graliśmy non stop w długie jesienno-zimowe wieczory, a każda wygrana kończyła się wielkim podliczaniem majątku zwycięzcy z nadzieją, że padł kolejny rekord. Ech, to był czasy…
W miarę jak dorastaliśmy gry planszowe poszły trochę w odstawkę, ale nie całkiem – bo co innego lepiej zabija nudę rodzeństwa? (no ok, brat miał Play Station 2, ale potrafiły nas rozboleć od padów palce).

Gry jako prezenty

Na 19-ste urodziny dostałam od, wtedy chłopaka, dzisiaj mężą, grę Qubix, która jednak nas nie porwała. Z innych gier od męża to Gra o tron, w którą, wstyd się przyznać, nigdy nie graliśmy. Jedyny raz, gdy została rozłożona poległam na tłumaczeniu zasad, a też trzeba przyznać mieliśmy intensywne święta i 4/5 nowa gra to już było za dużo. Kolejnym prezentem było też Monopoly w wersji Gry o tron – taaaak, miałam fazę, ale nie tylko na serial i Rój, znaleziony pod choinką. Mieliśmy też przez jakiś czas z bratem okres kupowania sobie gier jako prezentów. Dostałam Splendor – bardzo przyjemną i nie nadmiernie skomplikowaną grę i Alchemików – super planszówkę, dedukcyjną i ze zdecydowanie bradziej złożonymi zasadami. Brat z dziewczyną sprezentowali mi też Decrypto – absolutny hit drużynowyh gier słownych i znając moje zamiłowanie do zagadek – interaktywną grę książkową Dziennik 29. Ach, no i nie mogę zapomnieć o Gierkach małżeńskich – to również od nich.

Ale prezenty nie są tylko od brata. Mamy planszówkowych znajomych – parę, która też przyłożyła rękę do tej kolekcji. A od nich The Mind – fenomenalnie prosta w swojej idei gra karciana, Mistakos walka o stołki, czyli taka trochę Jenga w formie krzesełek oraz Wilkołak – gra paragrafowa, za którą nie wzięłam sie od razu, ale jak już przeszłam zamówiłam 6 kolejnych…

W prezencie dostaliśmy też Kolejkę od kuzynki męża.

Gry podpatrzone u innych

Nie samymi prezentami człowiek żyje – masę gier kupiłam sama po tym jak się w nich zakochałam grając u innch. Należą do nich należące pierwotnie do brata Dixit, tyle że ja mam wszystkie dodatki oraz Talisman Magia i miecz z dodatkami – pierwotnie graliśmy tylko podstawą, nie porwała, ale jak zaczął dokupywać dodatki to nas gra wciągnęła. Wcześniej wspomniani znajomi pokazali nam Neuroshimę Hex 3.0 – miłość od pierwszej gry. Mieliśmy też okazję zagrać u nich w Azul, ale żeby tak całkie gier nie powielać kupiłam Letni Pawilon. Taka sama sytuacja miała miejsce w przypadku Pandemica, my mamy Upadek Rzymu. Spodobały nam się też Zamki Burgundii Big Box.
Przy okazji innego planszówkowego wyjścia graliśmy w Świat dysku ankh morpork, ale jej kupienie nie było możliwe – brak egzemplarzy, a używane chodziły za astronomiczne ceny. Jakiś czas potem dowiedziałam się, że wyszedł w innym wydaniu tematycznym i szacie graficznej jako Nanty Narking i to mamy.
W Prawo dżungli, choć w wersji Jungle Speed graliśmy do upadłego na studiach w czasie okienek między zajęciami, a Miszmasz! dałam w prezencie koleżance i przypadł mi do gustu, więc kupiłam też Miszmasz! Gramy! – nie mogłam nie mieć obu. Dobble mieliśmy w pracy, żeby móć się oderwać od komputerów na chwilę. No i w końcu King of Tokyo – znajomi wpadli do nas z tą grą w polskim wydaniu (Potwory w Tokyo), a mi się nie udało go kupić – dynamiczna, rozśmeszająca i da się grać z dziećmi na rękach.

reszta sie z choinki nie urwała

No powiedzmy…
Pory roku były prezentem ode mnie dla męża pod choinkę, ale nie doczekały – rozpakowaliśmy je jeszcze przed świętami i ciężko było się oderwać. Jak nie trudno się domyślić, szybko dokupiłam dodatki – Zaczarowane królestwo i Ścieżkę przeznaczenia. Jeśli dobrze pamiętam świątecznym prezentem było też Pięć klanów, kolejna z naszych ulubionych gier. W tym roku pod choinką znalazłam Fotosyntezę.
Zachęceni przez sprzedawcę na stoisku z planszówkami wspólnie kupiliśmy Boss Monster, który choć tematycznie jest super, chyba ma jakieś luki w instrukcji (będę musiała do tej karcianki wrócić). Z takiego stanowiska w galerii handlowej pochodzi też Carcassonne i Hero Realms wraz z dodatkowymi taliami Kapłana, Wojownika, Czarodzieja i Smoka. Brakowało nam kilkanaście złotych do wzięcia udziału w konkursie, a po tych zakupach miliśmy kupon i kolejne kilkanaście złotych braku…
Przy zakupie na żywo widziałam jeszcze dwie gry – Cyklady (kupione w Experymentarium w łódzkiej manufakturze) i Bierki. Cyklady, jedna z naszych pierwszych gier, okazały się być świetną rozrywką.
Całą resztę zamówiłam przez internet. Tu mi się spodobało pudełko i zawartość, tu tematyka, a tam mechanika. Czasem dorwałam coś na promocji (nawet nie dowiadując się co kupuję), czasem wypatrzyłąm coś w internecie (mój portfel twierdzi, że lepiej by było jakbym nigdy nie trafiłą na serię wpisów NCWW od Big Bad Dice) lub dostałam jako podpowiedź do innych zakupów, a czasem coś polecili znajomi. I tak się to kręci… Kolecja rośnie i póki jeszcze mam miejsce to nie jest to problem. Jak się skończy to wtedy będę się martwić.

Teraz już tylko czekam aż mi córki podrosną i będzie z kim grać w bardziej czasochłonne tytuły.

Pełna lista gier, które posiadam znajduje się TUTAJ.

Dodaj komentarz